Na kanale YouTube MON, 12 marca opublikowano film, który ma upamiętniać wejście Polski do NATO. Zanim przejdziecie do dalszego czytania, obejrzyjcie go proszę…
Pompa pełna gębą i niby nie ma się do czego przyczepić. Prawda? Otóż nie do końca.
Ciężka praca
Najbardziej zdenerwowało mnie w tym filmie to, że całkowicie zignorowano ludzi, którzy doprowadzili do naszego wejścia do NATO. Nie ma Jerzego Buzka, Aleksandra Kwaśniewskiego czy Bronisława Geremka. Pojawiają się za to obecni „notable”, którzy z wejściem do NATO nie mieli nic wspólnego. Trochę to hipokrytyczne, bo jeśli chcemy mówić o procesie wejścia i o tym, jakie to przynosi korzyści, to albo pokażmy wszystkich, którzy się do tego przyczynili i to pielęgnowali, albo nie pokazujmy nikogo. Tymczasem wyszedł propagandowy potworek. Taki niewielki duszek nowej retoryki, który głosi – do NATO weszliśmy sami, bez udziału polityków, a jesteśmy w nim nadal „bo nowi politycy”. Tutaj nie chodzi o sympatie polityczne, tylko o fakty. Fakty, które nowa władza traktuje nadzwyczaj wybiórczo.
To nie pierwszy raz kiedy urzędy i organizacje związane z nową władzą dyktują nową retorykę historyczną. Farsa z wybielaniem ruchu żołnierzy wyklętych, usuwanie nazwiska Wałęsy z podręczników i filmu IPN czy wypowiedzi premiera Morawieckiego o tym, że w 1968 roku nie było Polski. To tylko kilka przykładów, jak małymi krokami PiS próbuje przepisywać historię. Oczywiście w reflektorach kamer i fleszach aparatów, mówią o sobie per patrioci. Jednak dyskredytowanie korzystnych dla Polski działań z pobudek politycznych jest szkodzeniem wizerunkowi kraju, a zakłamywanie, przepisywanie historii, to działania totalitarne i nie mają nic wspólnego z patriotyzmem.
Szkód ciąg dalszy
Jeśli dołożymy, do tego co robi obecna władza, milionowe dotacje dla zagranicznych banków, atak na NGO’sy i ostanie rewelacje dotyczące złego wykorzystywania środków unijnych (fundusze dla niepełnosprawnych wykorzystane na agitację antyaborcyjną – źródło), czy wypompowywanie pieniędzy ze spółek skarbu państwa dla kolesi władzy (TU), atak na niezależność sądów, to widzimy obrazek, który niewiele różni się od tego, co obserwujemy w całej klasie politycznej od 1989 roku – nepotyzm, kolesiostwo, oszustwa, nadużywanie władzy i festiwal wyborczy. Jednak obecna władza sięga dalej, bo nie tylko chce po prostu wyciągnąć dla siebie kasiorkę, oni chcą mieć absolutną władzę nad wszystkim. I nie robią tego jak poprzednie rządy. Po cichu, w kuluarach. Robią to otwarcie. Co gorsze – przy głośnym aplauzie części społeczeństwa.
Najbardziej niepokojące jest to, że nie mamy alternatyw. Pseudo-opozycja nawet nie próbuje przeciwdziałać, ruchy obywatelskie albo się rodzą i są zbyt słabe, albo zostały już zagarnięte przez politycznych hochsztaplerów (patrz KOD i Obywatele.pl). PiS szykuje się do wyborów samorządowych, bo wie, że to preludium do kolejnej kadencji parlamentarnej. A biorąc pod uwagę zmiany ordynacji samorządowej (która z resztą wprowadził PiS) to wybory te będzie trzeba bardzo dokładnie obserwować, bo furtka do fałszerstw i nadużyć jest dość duża. W obecnej sytuacji najgorsze co może zrobić ktoś, komu jeszcze zależy na losie tego kraju i jego współobywateli, to olać wybory. Bierność jest tym, co spowodowało, że PiS wygrał i może znowu przyczynić się do zwycięstwa tej partii. Bo trzydziestoprocentowe poparcie przy pięćdziesięcioprocentowej frekwencji, to nie jest wola większości. To jest wola zdyscyplinowanej i lojalnej mniejszości. A tak dziś wygląda obraz polityczny w Polsce – dbajmy o żelazny elektorat, bo reszta i tak nie głosuje. I tym przegrywamy wszyscy, bo politycy służą swoim wyborcom, zamiast wszystkim obywatelom…ale o tym jeszcze napiszę…mam plan…