Większość ostatnich problemów komunikacyjnych, w polityce, relacjach społecznych, nawet w komunikacji międzyludzkiej, są pokłosiem polityki tożsamości (identity politics). To politycznie poprawne określenie czegoś, co moglibyśmy nazwać formą szowinizmu, stereotypowego oceniania innych według ich cech. I co gorsze - traktowania ich jak grup, nie jak ludzi, którzy mają określone cechy i poglądy. Ale po kolei.
My i oni
Tak dziś buduje się politykę. Znajdujemy przeciwnika i w niego strzelamy. O ile jest to przeciwnik polityczny - partia, klub polityczny - spoko, to normalne. Tylko, że te reguły ekstrapolowane są na wszystkich. Popierający dane postulaty, wyborcy danej partii są traktowani jak uzupełnienie celów czysto politycznych. I wyborca PiS to konserwatywny beton, nacjonalista i kibol, wyborca Razem, to lewak, antifa i degenerat. I wchodzimy wszyscy w tę retorykę, plując na siebie nawzajem. Ku uciesze polityków.
Na niższym poziomie, wszelkie organizacje uprawiają równie paskudna politykę identyfikacji. Niezależnie od tego czy popierasz przeciwników - nie jesteś z nami, jesteś przeciwko nam prawaku/lewaku/pedale/ateuchu/katolu (* niepotrzebne skreślić). I zaczynamy w ten sposób myśleć o innych. Nie jak o ludziach, którzy maja jakieś poglądy, mają swoje powody, argumenty, opinie. Widzimy w nich postać z plakatów. Krzyczących fanatyków z flagami, tylko dlatego, ze tak się złożyło, że nie podzielają naszych poglądów.
Płeć, rasa, narodowość
Te same akcje robimy w odniesieniu do innych czynników, cech.
Feministki, pod fałszywymi pretekstami równości, piętnują mężczyzn, zwłaszcza heteroseksualnych, jako zło tego świata i ciemiężycieli. Nacjonaliści, wszystkich imigrantów i uchodźców nazywają śmieciami i terrorystami. O rasistach, antysemitach czy innych ksenofobach nawet nie będę wspominał, bo oni są wzorcem.
Najgorsze w tych grupach jest to, że identyfikują ludzi, przypisują im poglądy, cechy, na podstawie tego, na co nie mają wpływu. Bo nie wybieram sobie tego, gdzie się urodziłem, jakiej jestem rasy, płci, czy jakiej jestem orientacji. To im nie przeszkadza - wprost przeciwnie - skoro nie mam na to wpływu i nie mogę tego zmienić, to tym gorzej dla mnie. Mają nóż, który nigdy się nie stępi i w ich mniemaniu niezależnie od tego, co bym zrobił i tak przegrałem.
It's Time to Stop
Serio. Wiele problemów, w tym społecznych, można rozwiązać jak za dotknięciem magicznej różdżki, poprzez wyłączenie tej głupoty.
Spójrzcie na kwestię uchodźców. Traktowani jak jednolita masa - tak się zachowują. Izolują się i wpadają w zamknięte studnie, które prowadzą do alienacji i radykalizacji. Gdybyśmy każdego uchodźcę potraktowali jak człowieka, który coś wie, coś umie, ma jakieś marzenia i chce coś osiągnąć - wtedy wiemy co z nim zrobić, gdzie go umieścić, żeby się maksymalnie zintegrował. Możemy to robić w przypadku imigrantów z Ukrainy, nie chcemy tego robić w przypadku uchodźców z Syrii. To dziwne.
Nie twierdzę, że to łatwe, bo funkcjonujemy w takim paradygmacie od dawna. Myślę jednak, że można to zrobić oddolnie. Po prostu przestać. Wystarczy zrozumieć dwie rzeczy:
- Ludzie maja poglądy, rasę, narodowość czy orientację - nie są nimi!
- Nie wszystko jest ideologią. Czasem trzeba po prostu pogadać, nie walczyć politycznie.
To na początek.
A jakie jest Wasze zdanie? Widzicie ten problem, czy go sobie wymyśliłem...dajcie znać w komentarzach!