Żeby zająć się tak drażliwym tematem, jakim niewątpliwie jest pornografia, musimy najpierw ją zdefiniować. Oczywiście na przeróżnych stronach i w legislacji znajdziemy setki definicji. Ja jednak, jakiś czas temu, podczas studiów kulturoznawczych, pokusiłem się o definicję pornografii wychodzącą z intencji twórcy. Już tłumaczę. Otóż to intencja przekazu audiowizualnego rozróżnia erotykę od pornografii. W takim ujęciu możemy wystosować następujące definicje:
Erotyka wykorzystuje symbolikę i treści seksualne, w celu pobudzenia zmysłów estetycznych odbiorcy.
Pornografia wykorzystuję symbolikę i treści seksualne, w celu fizycznego pobudzenia seksualnego odbiorcy.
Te definicje, na pewnym poziomie ogólności, gdy mamy do czynienia z gotowymi treściami, w dość prosty sposób, pozwalają nam rozgraniczyć erotykę od pornografii. Oczywiście, definicje te się nam rozmyją, gdy ktoś nie ma poczucia estetyki lub możliwe jest pobudzenie go przy pomocy treści o znikomym lub żadnym zabarwieniu seksualnym. Jednak mówimy tutaj o odchyleniach osobniczych, subiektywnych, więc z perspektywy odbiorcy, możemy na takiej definicji pracować. Te definicje uwzględniają też intencje autorów, czego często nie robią inne definicje. W przypadkach pewnej nadwrażliwości lub specyficznych preferencji i parafilii, podejście intencjonalne musi zostać zastosowane. Bo nie jest intencją twórcy filmu o lasach, podniecenie dendrofila. Więc brak uwzględnienia intencji autora treści przy medialnym definiowaniu pornografii, mógłby być błędem.
Skoro definicję mamy za sobą, to przejdźmy do tematu.
Pornografia w przestrzeni medialnej
Pornografia jest wszechobecna. Nie tylko, jako bezpośrednie materiały, ale też, jako zjawisko kulturowe, które wpływa na wiele obszarów, z którymi mamy styczność. Wystarczy obejrzeć dowolną składankę memów na YouTube i znajdziemy tam nawiązania do filmów porno, a seks jest wielokrotnie w warstwie pobudzeniowej, wykorzystywany, intencjonalnie, bo marketingu i sprzedaży produktów czy usług. Przykłady można mnożyć. Każdy może je znaleźć, nie jest to specjalnie problem. Natomiast, co jest znamienne, to fakt, że środowiska reklamowe i marketingowe, już jakiś czas temu zdały sobie sprawę, że nadmierna seksualizacja przekazu ma działanie odwrotne od zamierzonego. Bo czym innym jest lubienie przekazu reklamowego, filmu czy plakatu, ze względu na seksualną zawartość, a czym innym jest przesuniecie tej sympatii z medium na produkt. A seks w reklamie często powoduje zawieszenie konsumenta tylko na przekazie. Meta-analiza ponad 80 badań przekazów reklamowych, wykonana w 2017 roku przez Johna Wirtza z Uniwersytetu Illinois wskazuje właśnie na to. Seks przestaje sprzedawać. Z resztą widzimy to na wielu polach i bez badań naukowych.
Kolejnym problemem jest dostępność pornografii. Każdy, kto chociaż trochę porusza się po Internecie, wie, jak łatwo odnaleźć i obejrzeć takie treści. Kilka literek, enter i mamy to. Nikt nie sprawdza ile macie lat, nikt nie weryfikuje czy oglądając daną treść, nie wyrządzacie sobie lub innym krzywdy.
W Polskim prawie funkcjonuje pewien paradoks. Ponieważ legalnie seks może uprawiać osoba, która ukończyła 15 lat. Jednak manipulacja nieletnim w celu odbycia stosunku seksualnego (nadużycie zaufania, wykorzystanie sytuacji ekonomicznej lub zwykła zapłata lub jej obietnica) przed 18 rokiem życia grozi karą więzienia od 3 miesięcy do 5 lat. Jednocześnie oglądać filmy pornograficzne można dopiero od 18 roku życia. Więc hipotetycznie – jeśli siedemnastolatki zarejestrują swój stosunek seksualny, to nie wolno go im obejrzeć. Ot taka ciekawostka.
Ta powszechna dostępność do pornografii powoduje kilka problemów.
Edukacja
Powinniśmy położyć silny nacisk na edukowanie młodzieży, czym jest pornografia. A czym nie jest. Bo oczywiście możemy zawiesić się na ideologicznych uzasadnieniach grzechów pornografii – uprzedmiotowieniu kobiet, utowarowienu ludzkiej seksualności. Jednak te argumenty, poza znanymi przypadkami patologii w pornobiznesie, są łatwo zbijane. Bo w porno rynku głównego rynku, nikt nikogo do niczego nie zmusza, a gwiazdy porno w kilka lat potrafią zagwarantować sobie całkiem niezły finansowy "boom" do dalszego życia. Problem leży zupełnie gdzie indziej.
Pornografię należy przedstawiać jak reklamę. Jako podkręconą, nierzeczywistą reprezentację seksualności. Musimy nauczyć nastolatki, ale też dorosłych, że film porno, to zmontowany, zmanipulowany materiał; że 20 minutowa scena potrafi być kręcona kilka godzin; że w użyciu są lubrykanty, środki pobudzające i wzmacniające; że obok tego wszystkiego mamy do czynienia z całą gamą trików filmowych. I że mamy do czynienia z aktorami. Nie powinniśmy pozwolić, żeby to pornografia była wyznacznikiem i poradnikiem dla młodego człowieka. To wypacza widzenie i rozumienie seksualności. Bez tego, wszystkie dyskusje akademickie wokół tematu są bezcelowe. Nikt nie będzie zadowolony z osobistego życia seksualnego, jeśli jego wzorcem będzie film porno. Film taki nie nauczy nikogo, że oprócz samego seksu, w grę wchodzą emocje, uczucia drugiej osoby. Jeśli chcemy mieć zdrowe społeczeństwo w tym zakresie, nie może być tak, że nastolatek najpierw widzi pornografię, a dopiero potem, z przeświadczeniem o jej prawdziwości, ma pierwszy kontakt z kobietą. To prowadzi do frustracji, rozczarowań, traum i może mieć bardzo negatywne skutki dla psychiki i seksualności.
Mamy jednak do czynienia z dość dziwną sytuacją w Polsce. Z jednej strony – wszyscy wiedzą o powszechnej dostępności tych treści. I o tym, że tak naprawdę niewiele można z tym zrobić. Z drugiej strony, konserwatyści i kościół bronią się przed wprowadzeniem edukacji seksualnej z prawdziwego zdarzenia, do programów edukacyjnych (nie rozśmieszajcie nikogo z programami Wychowania do Życia w Rodzinie, czy jak się ta proteza edukacji seksualnej nazywa). Więc pozwalamy, żeby młodzież uczyła się seksu z pornosów. Nie mam pojęcia, jaki jest cel takiego działania. Czy w ogóle ktokolwiek się nad tym zastanawia, w rzeczywistości zdominowanej przez dyskusje polityczne i ideologiczne.
Osobiście, nie jestem przeciwnikiem pornografii. Nie lubię taniej amatorszczyzny i dewiacji, które oznaczają chociażby domyślny brak zgody kogokolwiek, na udział w takiej treści. Jeśli pornografia jest profesjonalna, estetyczna – mogę nawet być fanem. Jestem jednak przeciwny bezrefleksyjnej i bezkrytycznej ekspozycji na pornografię nie dojrzałych lub niedoświadczonych seksualnie jednostek. To ma działanie silnie destrukcyjne. Zarówno w przypadku profesjonalnej pornografii „na sterydach”, jak i kiepskich amatorskich pornosów czy jakiejkolwiek treści pornograficznej o niskiej jakości. I ta odpowiedzialność spoczywa zarówno na twórcach jak i rodzicach czy wychowawcach. Nie tylko w zakresie ograniczania dostępności, ale może nawet bardziej w kwestii edukacji, czym pornografia jest, a czym być nie powinna.