Troszkę mnie tu nie było, bo ostatnio życie zawodowe jak i osobiste okazały się być dość intensywne, a ja mam Wam tyle do opowiedzenia!
Od kilku dni próbuje zebrać się do nowego posta i cały czas coś stoi na przeszkodzie.
Zastanawiałam się w myślach, czy podzielić się z Wami wrażeniami i zdjęciami z Budapeszetu, Chorwacji czy może Bośni i Hercegowiny(bo to bardzo ciekawy kraj).
Post miał być też po angielsku, jeśli chodzi o podróże, to z jakiegoś powodu łatwiej jest mi pisać w tym języku, ale wiecie co? zmiana planów.
Dawniej nienawidziłam zmieniać planów i traktowałam to jak porażkę, szczególnie, gdy musiałam coś odwołać ''last minute''.
Nie wiem czy to przychodzi z wiekiem, czy może chodzi tu o jakąś dojrzałość wewnętrzną i emocjonalną, ale dochodzę do wniosku, że nawet takie zmiany planów w ostatnim momencie są spoko. Nic nie dzieje się bez przyczyny i trzeba być otwartym na to co przynosi los.
W zeszły weekend jak i do jutra miałam być w Oslo, kupiłam bilety z wyprzedzeniem za grosze jak to ja, natomiast nie wzięłam pod uwagę tego jak bardzo tej kraj jest drogi, nawet dla kogoś kto zarabia w funtach. Kilkanaście lat temu byłam w Szwecji i zawsze marzyła mi się Norwegia. Jednak jeśli chodzi o przelicznik walut, koszta życia tam , stwierdziłam że trzeba ten plan przełożyć, zwłaszcza, że namiot nie doszedł na czas, co było planem docelowym.
Kończąc już, te finansowe wypociny, jako że nie chciałam wydać kilku tysięcy złotych w 3 dni, zwiedziłam kawałek Polski dotąd mi nieznany- tuż przy granicy słowackiej- Czorsztyn i okolice. Przepiękne krajobrazy, jeziora w górach, majestatyczne widoki i wstyd się przyznać, nie wiedziałam, że Polska ma tyle do zaoferowania a na Skandynawię, jeszcze kiedyś przyjdzie czas.
Nie chwaląc się, było mi w życiu zobaczyć trochę świata, 3 kontynenty i całą Europę, ale dość słynne powiedzenie ''Cudze chwalicie, swego nie znacie'' sprawdza się idealnie w moim przypadku, bo wstyd się przyznać, ale nie miałam pojęcia, że w Polsce istnieją tak cudowne miejsca.
Na pobliskim jeziorze Czorztyńskim kursuje taki o to stateczek, którym można przepłynąć po okolicach, zwiedzić zamek i spróbować lokalnej przepysznej kuchni.
A to jedno z najpiękniejszych wspomnień, gdy leżeliśmy wieczorem już na łące czekając na zachód słońca, akurat okoliczny baca i piesio-przeganiali owce i otoczyło nas takie stado!
Co jest zadziwijące, pomimo tego, że mieliśmy ze sobą psa, one w ogóle sie nie bały! wręcz przeciwnie, ciekawe były kontaktu z człowiekiem.
Z resztą w ogóle, jak tak sobie pomyślę, o kontakcie z naturą i tymi wszystkm zwierzętami, to co raz bardziej rozumiem wegeterianizm i sama bliska jestem tej decyzji.
A tak już podsumowując, jako że od 3 tygodni jestem w Polsce i dostrzegam różne dziwne zachowania, to mam wrażenie, że w naszym życiu jest dużo hipokryzji. Próbujemy zakopać pewne rzeczy pod dywan i udawać, że nic się nie stało, by podrasować swoje ego i poczuć się lepiej.
I żeby nie było, jestem jak najbardziej za wybaczaniem, ruszeniem dalej i nierozpatrowywaniem przeszłości, ale jeśli ktoś bardzo nas skrzywdził i do dzisiaj nie widzi w tym nic złego, to ciężko jest wybaczyć, tylko dlatego, że jesteśmy np rodziną.
Ciężko jest też wyciagnąć rękę, gdy duma nie pozwala. I teraz pytanie, czy lepiej schować tą dumę do kieszeni, czy niekoniecznie.
Lata płyną i za jakiś czas, może być już za późno, żeby wybaczyć, czy cofnąć czas, ale jak pozbyć się tej pustki i żalu, który tak bardzo doskwiera? Czy lepiej jest, mieć czyste sumienie, czy może żyć w zgodzie ze sobą i nie robić nic przeciwko sobie?
Na koniec zdjęcia ze wchodu słońca, dodam, że jestem śpioszkiem i tak wczesne wstawanie to niesamowite wyzwanie, ale moment, gdy możesz tego doświadczyć i przywitać nowy dzień-bezcenne.
Dzisiaj jest mi źle i doswkiera natłok myśli, ale staram się je uciszać, bo jutro znowu wzejdzie słońce.