Niedawno dotarło do mnie coś dziwnego, może oczywistego, ale jednak nie do końca.
Dostrzegłam to rano, zanim jeszcze byłam gotowa zebrać się do pracy – między prysznicem, a założeniem ubrań. Zacisnęłam palce, czując że coś jest nie tak. Nie byłam zaspana, mniej więcej wiedziałam co się wokół dzieje. Czułam, że powinno stać się coś innego, że coś mi zwyczajnie nie pasuje, ale nie potrafiłam określić o co dokładnie chodzi. Zacisnęłam palce, ale nic się nie stało. Nie zginałam dłoni w pięść, to nie był mój cel. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie pytanie, które zadawałam sobie w głowie i odbijało się w przestrzeni.
Czemu to zrobiłam, po co ścisnęłam palce, chociaż nie miałam niczego w rękach. Wiadomo, poranek to trochę wolniejsze procesy myślowe, ale nie byłam tak skołowana, by nie wiedzieć.
Nie mogłam.
Popatrzyłam na półkę nocną, wtedy wszystko zaczęło się układać w całość. Musiałam szybko się ubrać, ogarnąć do pracy i wróciłam po jedną drobnostkę, której mi brakowało, a była powodem gonitwy myśli. Zerknęłam na dalej leżakującego Myśka, wzięłam to co moje i skompletowałam strój. Teraz mogłam ze spokojem zaciskać nawet całą dłoń, otrzymując oczekiwany wynik. Uroczy brylant na palcu, który dostałam na początku miesiąca.
Tak, nabyłam w kilka dni nawyk zaciskania palców z powodu obrączki, tak obrączki zaręczynowej.
Tak, ten niepozorny pan, po tylu latach postanowił mi się oświadczyć.
I co najgorsze, zrobił to w Prima Aprilis. Śmieszek jeden się znalazł.
Nie wiem czemu, ale to uspokajające. Kiedy się denerwuję, dociskam mały palec do serdecznego, opór pierścionka działa tak bardzo kojąco. Teraz tylko nie zrobić z tego zabawki na odstresowanie, bo trochę głupio zepsuć cos tak ważnego.
Są chwile, kiedy robię to totalnie mimowolnie, bez jakiejkolwiek uwagi czy intencji, a się na tym łapię. Podobnie jak na wrażeniu, że brylant dotyka małego palca, chociaż dumnie świeci się na górze zamiast opierać o skórę. Ciągle przejmuję się takimi pierdołami, chociaż to zupełnie niepotrzebne.
Czułam się zobowiązana, żeby to właśnie tutaj było pierwsze miejsce w Internecie, gdzie o tym napiszę. Jakby nie patrzeć, gdyby nie stary Steem, to nie poznałabym Mysa, więc nie byłoby całej tej historii (i tysiąca innych śmiesznych lub dziwnych sytuacji w naszym życiu). Bez starego zlotu steemian w Katowicach, nie byłoby tego wszystkiego. Dlatego właśnie tutejszej społeczności chciałam przekazać to jako pierwszej. Wciąż część z Was pamięta zloty w różnych miastach Polski jak i krakowski Steemfest (po którym notabene związek zaistniał w rzeczywistości, 12.11 to data kiedy się zeszliśmy).
A co do okazji jaką zrobił - zorganizował nam wspólną obiadokolację i przyznaję, że się naprawdę postarał.
Zanim zaczniecie rzucać pytaniami kiedy ślub – nie wiem, ale znając nas pewnie wpadniemy na to dość spontanicznie. Imprezy nie będzie, nie lubimy i nigdy się dobrze na weselach nie bawimy, więc po co robić coś wbrew sobie. Trochę odludki, musicie to zaakceptować.