Z tylnych siedzeń odzywał się płacz i zgrzytanie zębów biednych dzieci, ale co poradzić, muszą widzieć, że ich mama się nigdy nie poddaje. Skoro przekroczyliśmy już graniczną rzekę i nie udało się kupić jedynego piwa kraftowego w lidlu (nawet tego od Okrasy nie było), musimy szukać dalej. Jedziemy do małego cieszyńskiego oszołoma i tu piwo, które kiedyś tam piłam... Dobra, opowiem wam, jak to było. Kiedyś we Wrocławiu w indyjskiej knajpie zamówiłam piwo do butter chicken, spodziewała się jakiegoś eurolagera więc zdziwiło mnie, że piwo, które podali, pachnie. Popijam to piwo i ciekawi mnie, co to jest, a pan Indyjczyk mówi, że nie wie. Patrze na kran, widzę logo Tenczynka. No i teraz kupiłam go, żeby sprawdzić na spokojnie, bez ostrego jedzenia, jak to z tym piwem jest. I naprawdę to piwo jest wyjątkowe. Słyszałam, drodzy polscy przyjaciele, że burczycie na ten browar, ale według mnie to piwo to najlepszy pils jaki piłam przez dluuugi czas: naprawdę piękny chmielowy aromat: kwiatowy, lipowy, wyraźny, odświeżający. Mocna krótka goryczka, nic tu nie śmierdzi, pefect. Nie mogę inaczej: 9/10. Kill me softly.