Ron F.
Doświadczasz jej wtedy, kiedy osoba ze stopą szpotawą, wyprzedza Cię lekką ręką, jedząc loda z maszyny. Rzęzisz jak Jelcz. Sapiesz jak Sebiks. Wchodzisz po schodach cztery tygodnie na pierwsze piętro. Wdychasz wziewy między viceroy'ami. Na basenie pływasz kraulem w miejscu. Jak ktoś Ci zwędzi kaszkiet w trakcie spaceru, to go nie gonisz.
Taka prawda smutna, choć niby prawdziwa jest bez przymiotników, to jednak prawdziwa. Gdy koleżanka zaprasza Cię na rower, to mówisz, że w czwartek masz angielski. Gdy koledzy na piłkę, mówisz, a nie, nic nie mówisz. Bierzesz wymowny wziew z zaszklonymi oczami, który załatwia sprawę.
Robisz karierę w księgowości, z wiadomych przyczyn. Jednakowoż tłumaczysz to sobie inklinacją do przedmiotów ścisłych. Masz tyle samo znajomych na fejsie co fani crossfitu, i takie same ciuchy. Więc uważasz, że wszystko jest w porządku gdy nie przechodzą ci przez uda. Kiedy już będziesz starszym księgowym i będziesz miał trzyletnią Corsę. Obok biegnącego weganina puścisz głośno Eye of the tiger, i wystraszysz klaksonem "tę amebowatą ofiarę lifestylowej propagandy".