Ostatnie tematy na zajęciach z geografii, które omawiam z uczniami, dotyczą zmian klimatycznych i ich konsekwencji. Zgłębiając temat dość głęboko uświadomiłem sobie, że światopogląd ludzi w Europie znacząco różni się w tym zakresie od tego, co mamy w Ameryce Północnej. Tam, szczególnie w USA, zmiany klimatyczne stworzyły istne religie skupiające swoich wyznawców. Jedni twierdzą, że mamy globalne ocieplenie, drudzy twierdzą, że to bujda. Obie strony w swoich emocjonalnych dyskusjach ignorują wiele faktów, skupiają się raczej tylko na tych odkryciach, które potwierdzają ich punkty widzenia. Z religiami jest tak samo. Nie ważne, że każda nawołuje do miłości. Nie. Ważne jest to, która jest lepsza, a jak nie to „wpier...l”. Może to dlatego, że w sprawy zmian klimatycznych zaangażowali się politycy?
Widok Zalew Soliński
Obie strony akceptują tylko ekstremalne wyliczenia i modelowe predykcje. W efekcie nikt już nie zawraca uwagę, że sprzężenie zwrotne w każdym systemie może być dodatnie lub ujemne. I tak samo jest w tym przypadku. Nie mamy pojęcia, jaki będzie ostateczny scenariusz. Obie strony akceptują tylko to, co potwierdza ich opnie. Wszyscy doskonale wiemy, że w takich sytuacjach prawda leży gdzieś pośrodku. Trudno jednak znaleźć tych, którzy wiedzą, gdzie ten środek leży. Mało tego, ponieważ ta sfera nauki, zresztą jak większość, jest zdominowana przez Amerykanów i amerykańskie pieniądze, nawet wśród naukowców dominują ekstremiści. Tych umiarkowanych jest coraz mniej, bo dostają mniej pieniędzy. Kto dostanie grant na badania, które nie sprzedadzą się medialnie, które pokażą, że nie jest tak źle, ani tak dobrze? Zwykle nikt takich funduszy nie dostaje i albo zaniecha badań, albo będzie musiał znaleźć inne źródełko z pieniędzmi.
Analizując przyczyny obecnych zmian klimatycznych ekocentryczna „religia” winę zrzuca na ludzi, antropocentryczna – na naturę. Obie strony, co ciekawe, są zgodne w tym, że nasza planeta poradziłaby sobie z problemem doskonale bez obecności ludzi. Ten czynnik należy wyeliminować, jako zbędny. W pierwszy przypadku chodzi o usunięcie źródła zmian, w drugim czynnik ludzki jest bez znaczenia.
Prawda, że człowiek jest największym złem dla tej planety, niszczy ją, dewastuje, zanieczyszcza, ale prawdą jest też to, że w przeszłości ta planeta, nawet bez udziału człowieka, miała nie mniejsze problemy. Z powodu wysokiego stężenia CO2 średnia temperatura na Ziemi sięgała 22 stopni C (obecnie mamy około 15 stopni C). I co? Nic, nasza planeta wciąż istnieje.
Natura sobie poradziła, bo natura jest w stanie sama zadbać o siebie, o planetę. Człowiek jest jednak integralną częścią tej natury, czy tego chcemy czy nie chcemy. Ona wysyła nam sygnały a my na nie reagujemy w taki czy inny sposób. Reagujemy nie poprzez instynkty, ale poprzez postawy i zachowania kierowane z naszych mózgów. Rozwój ruchów proekologicznych, rozwój technologii skierowanych na pozyskiwanie zielonej energii nie nastąpił sam z siebie. Jest efektem działania natury na jedne z jej głównych składników – homo sapiens. Oczywiście, wciąż pozostaje wielu nieprzekonanych, ale już osiągnęliśmy wiele.
Redukcja emisji ODS-ów (halon, freon, itp.), sprawiła, że dziura ozonowa przestała się powiększać, a za kilkanaście, może dwadzieścia kilka lat będzie się zmniejszała.
W Niemczech pierwszego dnia tego roku udało się pokryć 100% zapotrzebowania na energię elektryczną tylko ze źródeł odnawialnych.
W ciągu ostatnich kilkunastu lat notujemy znaczne spowolnienie wzrostu średnich rocznych temperatur, a w niektórych regionach, np. północna Polska mamy nawet do czynienia z bardzo nikłą tendencją spadkową.
Jasne, że nie można spocząć na laurach, ale też warto podkreślić, że to wszystko osiągnęli ludzie. Potwierdza to teorie, różne teorie, zakładające, że planeta uzdrowi się sama, ale mówimy tutaj o planecie z ludźmi „na pokładzie”. Oczywiście wciąż żyjemy w świecie pełnym niszczących nasze zdrowie zanieczyszczeń i póki tego nie poprawimy, nie można będzie odpowiedzieć na ważne pytanie: czy obecne zmiany klimatyczne są efektem tylko działalności człowieka, czy też mamy do czynienia za naturalnymi procesami ogrzewania się Ziemi. Wyrażam jednak przekonanie, że należy skończyć ze stawianiem człowieka i natury po przeciwnych stronach. Wtedy zmiany klimatyczne przestaną być religią, a będą czymś oczywistym i naturalnym, opartym na pełnej, nieocenzurowanej wiedzy. Przypomnę, ze kiedyś kłócono się o to, czy Ziemia jest okrągła...