Nie chcę przesadnie dramatyzować, ale być może obserwujemy właśnie jedne z najbardziej decydujących 24 godzin ostatnich dekad.
Wszystko wskazuje na to, że porozumienie między Iranem a USA nie zostanie zawarte przed ultimatum Donalda Trumpa, które upływa dziś o godzinie 2 w nocy czasu polskiego. Iran odpowiedział na amerykańskie propozycje, ale stawia swoje warunki - i widać, że obie strony mają skrajnie różne oczekiwania.
W amerykańskich propozycjach pojawia się przede wszystkim kwestia zawieszenia broni, którą Iran całkowicie odrzuca. Teheran chce kompletnego zakończenia wojny, również w Libanie oraz na wszystkich innych frontach. Do tego dochodzi szereg innych kwestii, w których praktycznie nie da się znaleźć porozumienia.
Co nas zatem czeka? Jeśli Trump rzeczywiście spełni swoje groźby i większość irańskiej infrastruktury energetycznej zostanie zniszczona, to efektem będzie oczywiście katastrofa - i to na wielu poziomach. Jak powiedział dziś rzecznik katarskiego MON: znaleźliśmy się na krawędzi, a sytuacja lada moment całkowicie wymknie się spod kontroli.
Nadal twierdzę, że taki atak ze strony Amerykanów będzie zbrodnią wojenną, praktycznie niemożliwą do obronienia względami militarnymi. Dla Iranu oznacza to potencjalną katastrofę humanitarną, choć dalej można mieć wątpliwości, czy złamie to reżim. Tak samo jak można wątpić, na ile Ameryka podniesie się z tego politycznie, szczególnie, jeśli mimo zapowiadanego przez Trumpa zniszczenia wojna będzie trwała nadal - a to jest bardzo możliwe.
Czekamy więc, co przyniesie dzień czterdziesty. Albo w ostatniej chwili wydarzy się jakiś cud, albo jutro obudzimy się w jeszcze gorszej rzeczywistości niż ta, w której budzimy się ostatnio.