Abbas Araqczi udzielił wywiadu dla Al Jazeery. Przyznał, że wymiana krótkich wiadomości - bezpośrednia lub przez pośredników - między USA a Iranem faktycznie odbywa się sporadycznie. Zaznaczył jednak, że to nie oznacza, że kraje prowadzą ze sobą negocjacje, jak przedstawia to Donald Trump.
Araqczi powiedział też, że stanowisko Iranu pozostaje niezmienne. Teheran nie udzielił odpowiedzi na 15-punktową, amerykańską propozycję zakończenia wojny uznając ją za nierealną. Zaznaczył, że Iran nie zamierza zgodzić się na zawieszenie broni. Zamiast tego oczekuje pełnego zakończenia wojny, z solidnymi gwarancjami, że atak nie powtórzy się w przyszłości. Domaga się też zakończenia wojny "na wszystkich frontach" - to jasny sygnał, że Teheran póki co nie zamierza zgadzać się na żadne porozumienie, które pozwoli Izraelowi na kontynuowanie wojny przeciwko Hezbollahowi. Dopóki te oczekiwania nie zostaną uwzględnione, Iran jest gotowy do kontynuowania obrony tak długo, jak będzie trzeba. Powiedział, że póki co kraj jest w stanie walczyć "przynajmniej sześć miesięcy", choć to nie oznacza, że po tym terminie automatycznie ma upaść.
Przyznał też, że odbudowa wzajemnych relacji z państwami Zatoki Perskiej po wojnie będzie trudnym zadaniem, ale Iran będzie w tej kwestii "pełen dobrej woli". Jego zdaniem wszystkie zainteresowane tu państwa powinny zmienić architekturę bezpieczeństwa regionu, opierając ją wyłącznie na własnych możliwościach, bez uzależniania się od USA.
W kwestii cieśniny Ormuz: szlaki morskie wiodą przez wody terytorialne Omanu i Iranu, i to te dwa kraje powinny o nich decydować.
Podsumowując: wywiad jest dość obszerny, ale w gruncie rzeczy nie pojawiło się w nim zbyt wiele nowych rzeczy - może tylko oficjalne potwierdzenie, że minimalna komunikacja między Iranem a USA cały czas się odbywa, ale do prawdziwych negocjacji jest jeszcze daleko. Iran nie zmienia swojego stanowiska w żadnej kwestii i jest gotów na długą wojnę, łącznie z odparciem ewentualnej inwazji lądowej. Powtórzył też to, że zdaniem Teheranu Iran nie atakuje państw Zatoki Perskiej, a jedynie "amerykańskie bazy i obiekty powiązane z USA". Wyraził przy okazji zrozumienie, że po wojnie konieczny będzie długi proces odbudowy relacji i zaufania z tymi krajami.
W ostatnich dniach faktycznie coraz bardziej widać coraz większe przesunięcie ataków izraelsko-amerykańskich na obiekty cywilne i infrastrukturę. Wczoraj drugi raz w ciągu tygodnia został zbombardowany kompleks przemysłowy w Isfahanie należący do Mobarakeh Steel Company - największego irańskiego producenta stali, i jednego z głównych tego typu przedsiębiorstw w regionie Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Irański Czerwony Półksiężyc informuje, że zbombardowano już ponad 90 tysięcy obiektów cywilnych - wliczają tu zarówno pojedyncze domy mieszkalne, elementy infrastruktury jak i szkoły czy szpitale.
Izrael ma wycofać się ze wszystkich zakupów uzbrojenia z Francji. Ma to być plan uniezależniania się militarnego od krajów, które Tel Awiw postrzega jako "wrogie dyplomatycznie".
Po Hiszpanii i Francji, również Włochy odmówiły Stanom Zjednoczonym korzystania z baz wojskowych na swoim terytorium do celów związanych z atakiem na Iran. Dodatkowo Polska zdementowała pogłoski o tym, że planujemy przenieść jedną z naszych baterii Patriot na Bliski Wschód.
Jisra`el Kac, minister obrony Izraela powiedział, że siły izraelskie zamierzają zająć na stałe południowy Liban aż do rzeki Litani. Na zajętym terytorium ma zostać utworzona "strefa buforowa", z której wysiedleni zostaną wszyscy mieszkańcy, a domy w pobliżu granic zburzone. Wojsko izraelskie ma tam pozostać "aż do zapewnienia bezpieczeństwa północnej części Izraela".
W Bagdadzie została porwana Shelly Kittleson, amerykańska dziennikarka. Prawdopodobnie dokonały tego pro-irańskie bojówki w tym kraju.
Argentyna oficjalnie uznała irański Korpus Strażników Rewolucji za organizację terrorystyczną.