W Baku odbyła się wielka parada wojskowa z okazji zwycięstwa Azerbejdżanu w konflikcie o Górski Karabach. Wśród zaproszonych gości znalazł się również prezydent Turcji, Recep Tayyip Erdoğan. W czasie parady zaprezentowano uzbrojenie użyte w ostatniej wojnie, m.in. drony produkcji tureckiej.
Turecki przywódca przy okazji swojego wystąpienia wezwał do zmiany władzy w Armenii. Dał do zrozumienia, że nowy armeński rząd mógłby dołączyć do regionalnej współpracy z Turcją i Azerbejdżanem. Pojawiła się nawet kwestia otwarcia granicy turecko - armeńskiej, która pozostaje zamknięta od upadku Związku Radzieckiego.
Erdoğan zarecytował również wiersz nawiązujący do rzeki Aras, która oddziela obecnie Republikę Azerbejdżanu od irańskiego regionu o tej samej nazwie. Historycznie, Azerbejdżan - jako region - należał do Iranu i został utracony na rzecz carskiej Rosji dopiero w czasach nowożytnych.
Wystąpienie Erdoğana spotkało się z ostrą reakcją władz Iranu. Niektórzy uznali nawet, że turecki prezydent wzywa do "zjednoczenia" irańskiego Azerbejdżanu z Baku. Muhammad Javad Zarif, minister spraw zagranicznych Iranu, w ostrych słowach odniósł się do tego w poście na Twitterze. Stwierdził tam, że "prezydent Erdoğan nie został poinformowany o tym, że tereny na północ od rzeki Aras zostały siłą oderwane od irańskiej macierzy". Minister wezwał również tureckiego ambasadora, w rozmowie z którym wyraził stanowcze potępienie dla słów prezydenta Erdoğana.