W ostatnich dniach nazbierało się sporo wiadomości o Iranie - na tyle dużo, żeby zrobić standardowy, mały przegląd najnowszych wieści.
Żeby poniedziałek nie był zbyt miły a tydzień nie zaczął się za przyjemnie, na początek Reza Pahlawi. Książę wziął udział w corocznej konferencji dotyczącej bezpieczeństwa międzynarodowego w Monachium. Wezwał światową społeczność, na czele z Donaldem Trumpem, do działania i obalenia irańskiego reżimu. Spotkał się m.in. z Wołodymyrem Zełenskim. Ukraiński prezydent powiedział potem, że wspólnie przedyskutowali konieczność zacieśniania sankcji nałożonych na Iran.
Równocześnie Reza Pahlawi wezwał do organizowania masowych protestów na całym świecie w dniu 14 lutego. Według niemieckiej policji, w Monachium pojawiło się 250 tysięcy osób. Duże protesty odbyły się też m.in. w Toronto.
Jest też wydarzenie, które warto odnotować. Na jednej z konferencji prasowych dziennikach perskojęzycznej sekcji BBC zadał Pahlawiemu niewygodne pytanie: dlaczego mimo starań, nie popierają go wszyscy Irańczycy, nie udało mu się tak naprawdę zjednoczyć szerokich mas ludności, nie wszyscy uznają go za głos reprezentujący Iran, a kraje zachodnie nie "promują" go jako prawowitego przywódcy Iranu (z tym ostatnim mógłbym się trochę kłócić). Odpowiedź była dość osobliwa, dlatego pozwolę ją sobie dla Was przetranskrybować:
"Cóż, to bardzo typowe pytanie którego spodziewałbym się od medium, które pan reprezentuje. To, co pan mówi nie jest prawdą. Proszę mi powiedzieć, czy słyszał pan, że w Iranie skandowano jakiekolwiek inne imię poza moim? Prawda jest taka, że ludzie wykrzykują moje imię. To moje imię piszą na murach tam, na miejscu. To mnie wybrali na tego, któremu zaufają i wskazali mnie, żebym przewodził temu ruchowi. Nie mówię, że mam po swojej stronie 100% ludzi. Oczywiście, że mam wrogów. Są elementy, które nie podzielają naszych podstawowych wartości. Mamy separatystów, mamy proreżimowych reformistów, mamy grupy takie jak Mudżahedini Ludowi - oni z pewnością nie są moimi przyjaciółmi, a ja ich nie reprezentuję. Oczywiście, że ich nie reprezentuję, bo nie podzielają wartości, o których mówię. Ale jeśli chodzi o wszystkich innych - jesteśmy razem. Można znaleźć wśród nich dość zróżnicowane grupy ludzi: mamy zarówno republikanów, jak i monarchistów. Ludzi z lewicy, centrum i prawicy. Mamy sportowców, mamy artystów, mamy reprezentantów grup etnicznych i mniejszości religijnych (...). Wielu ludzi popiera moje przywództwo. Oni rozumieją, że jestem ich mostem do przeznaczenia. Dziś mnie popierają, nawet jeśli jutro zagłosują przeciwko mnie. Nie jestem tutaj żeby głosić monarchię lub republikę. Pozostaję ponad tym. Moja pozycja jest neutralna. Niech Irańczycy zadecydują przy urnach wyborczych o systemie, jaki chcą mieć. A jeśli szanujemy demokratyczny proces, to będziemy musieli uszanować również wyniki wyborów. O to tylko proszę: nie tylko Irańczyków, ale też i społeczność międzynarodową - w szczególności społeczeństwa demokratyczne. Bo jest to coś, co oni mają w swoich krajach i coś, co my chcemy mieć w swoim kraju. Nie proszę o promowanie mojej osoby. Proszę o wsparcie dla Irańczyków i poparcie ich prawa do określenia własnej przyszłości."
Mam tak wiele różnych problemów z tą wypowiedzią, że musiałbym napisać na ten temat osobny post. Ocenę pozostawiam Wam.
Abbas Araqczi przybył dziś do Genewy, gdzie jutro ma odbyć się kolejna runda irańsko-amerykańskich negocjacji.
Hamid Ghanbari, przedstawiciel irańskiego MSZ powiedział, że Iran może być otwarty na wspólne, irańsko-amerykańskie inwestycje w przemysł naftowy. Stwierdził, że strona amerykańska powinna zyskać ekonomicznie na przyszłej umowie, aby była ona faktycznie trwała.
Pojawiają się doniesienia o dostawach rosyjskich śmigłowców bojowych Mi-28 NE do Iranu. Póki co nie ma oficjalnego potwierdzenia, ale bardzo prawdopodobne, że Iran mocno intensyfikuje obecnie zakupy nowej broni.
Źródło 1, źródło 2, źródło 3, źródło 4, źródło 5