Od wczoraj jest wyjątkowy wysyp wiadomości o tym, że Amerykanie na pewno uderzą na Iran w ten weekend. Nie chcę ich powielać, choć rzeczywiście sytuacja jest już tak napięta, że wszystko jest możliwe. Z drugiej strony Donald Trump powiedział wczoraj, że Iran ma 10 dni na zawarcie umowy.
Z innych, ważniejszych informacji:
Abbas Araqczi w rozmowie z egipskim ministrem spraw zagranicznych powiedział, że rząd pracuje obecnie nad przygotowaniem szkicu umowy z USA. Jego zdaniem, ostatnie rozmowy w Genewie przebiegły w konstruktywnej atmosferze i sprawiły, że obie strony porozumiały się co do podstawowych kwestii.
Przedstawiciele Iranu przekazali w ONZ oświadczenie, że kraj zdecydowanie odpowie na każdą agresję, a w razie ataku zastrzega sobie prawo do wzięcia na cel wszystkich amerykańskich baz i obiektów wojskowych w regionie.
W czasie nocnych ćwiczeń lotniczych w północnym Iranie doszło do katastrofy samolotu, prawdopodobnie myśliwca F-4 Phantom. Te samoloty to relikt jeszcze z czasów przedrewolucyjnych, kiedy Iran praktycznie w całości opierał się na amerykańskim sprzęcie wojskowym. W katastrofie zginął jeden z pilotów. Pojawiły się pogłoski, że doszło do omyłkowego zestrzelenia przez własną obronę przeciwlotniczą, w tym przypadku obsługiwaną przez Korpus Strażników Rewolucji. Organizacja jednak zaprzecza, a władze zapowiedziały śledztwo w tej sprawie.
Donald Trump ma rozważać możliwość przeprowadzenia szybkiego i ograniczonego uderzenia na Iran w nadziei na równie ograniczoną odpowiedź i uniknięcie większego konfliktu. Nie wydaje mi się, żeby taki scenariusz był możliwy, ale cóż, niech rozważa.
Źródło 1, źródło 2, źródło 3, źródło 4