Jak zawsze, weekend obfitował w wiadomości o tym, że amerykański atak na Iran nastąpi lada chwila, i już tylko godziny dzielą nas od wojny. Kolejny raz nic się nie wydarzyło. Nie chcę powtarzać Wam każdej rewelacji którą można ostatnio wyczytać w internecie, bo większość "breaking niusów" jest oczywiście zmyślona, i trzeba to porządnie przefiltrowywać. Z drugiej strony mamy wystarczająco wiele konkretnych informacji:
Weekend faktycznie prawdopodobnie upłynął w bardzo nerwowej atmosferze. Według różnych źródeł, Izrael był przygotowany na atak w sobotę lub niedzielę, ale jeszcze w zeszły czwartek stało się jasne, że decyzja została kolejny raz odłożona.
Wiele wskazuje na to, że czwartek w tym tygodniu może być dość przełomowym dniem. Potwierdzono już, że odbędzie się wtedy trzecia runda amerykańsko-irańskich negocjacji, ponownie w Genewie i za pośrednictwem omańskich dyplomatów. Owe 10 dni na zawarcie umowy o których mówił ostatnio Donald Trump kończy się mniej więcej pod koniec tego tygodnia, więc jeśli najbliższy czwartek nie przyniesie przynajmniej jakiegoś wielkiego postępu, to weekend faktycznie zakończyć się opcją militarną.
Steve Witkoff powiedział w wywiadzie, że Donald Trump jest nie tyle sfrustrowany, co zaskoczony tym, że Iran nie poddał się wobec tak dużego nagromadzenia amerykańskich sił u swoich granic. W odpowiedzi Abbas Araqczi zamieścił krótki post na X: "wiesz, dlaczego się nie poddaliśmy? Bo jesteśmy Irańczykami!".
Prezydent Pezeszkian powiedział, że obecne rozmowy z USA są powodem do ostrożnego optymizmu, a Iran otrzymuje ze strony Ameryki "zachęcające sygnały". Stwierdził, że jego kraj zawsze działa na rzecz stabilizacji i pokoju w regionie, ale też jest gotowy na odparcie agresji.
W irańskich strukturach władzy prawdopodobnie dokonały się w ostatnich tygodniach poważne przetasowania. Według raportu opublikowanego we francuskim Le Figaro, na początku stycznia - w szczytowym momencie protestów - miało dojść do próby odsunięcia ajatollaha Chameneiego od możliwości podejmowania kluczowych dla kraju decyzji. Na czele ruchu miał stać były prezydent Hasan Rouhani wraz z kilkoma przedstawicielami swojej administracji, łącznie z byłym ministrem spraw zagranicznych Javaden Zarifem. Do próby miała też dołączyć część duchownych, a nawet kilka postaci związanych z Korpusem Strażników Rewolucji. Ostatecznie wewnętrzny pucz się nie powiódł, głównie ze względu na brak poparcia ze strony Alego Laridżaniego.
Ciekawie łączy się to z tym, że w styczniu krążyły informacje o tym, że Rouhani i Zarif zostali zatrzymani i osadzeni w areszcie domowym na kilka dni. Nie podawałem ich wtedy, bo do dziś nie zostały potwierdzone, a wielu ludzi je dementuje. Dalej ciężko to zweryfikować, ale pasuje to do tego raportu.
Raport Le Figaro podaje też, że w ostatnich miesiącach to właśnie Ali Laridżani stał się najbardziej wpływową postacią w irańskiej polityce, i choć nie dzierży niepodzielnej władzy, to jednak w największym stopniu decyduje obecnie o losach kraju. Laridżani jest obecnie sekretarzem Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, człowiekiem związanym ze Strażnikami Rewolucji i członkiem dość znanej i wpływowej w irańskiej polityce rodziny.
Powyższy raport nie jest oczywiście w stu procentach potwierdzony, ale uznałem, że jest wystarczająco realistyczny i ciekawy, żeby o nim wspomnieć.
W sobotę w kilku irańskich miastach, na czele z Teheranem, na uniwersytetach na nowo wybuchły protesty. Doszło do tego od razu po tym, kiedy uczelnie wznowiły swoją działalność po czasowym zamknięciu w zeszłym miesiącu. Do tego pojawiły się proreżimowe kontrdemonstracje, choć miały znacznie mniejsze rozmiary. Póki co nie wydaje się, żeby miało to przybrać tak wielką skalę jak w styczniu, choć sytuacja jest napięta.
Wydaje się, że Unia Europejska lekko złagodziła swoje nastawienie wobec Iranu. Dziś Kaja Kallas, szefowa unijnej dyplomacji powiedziała na spotkaniu z ministrami spraw zagranicznych państw członkowskich, że choć sytuacja jest bardzo napięta, to świat "nie potrzebuje kolejnej wojny na Bliskim Wschodzie". Wezwała do dyplomatycznego rozwiązania obecnego konfliktu.
Źródło 1, źródło 2, źródło 3, źródło 4, źródło 5