Przyznam szczerze, że spodziewałem się nieco więcej po wczorajszym dniu.
Trzecia runda negocjacji trwała dłużej, niż wcześniejsze. Najpierw kilka godzin, po których ogłoszono przerwę. Rozmowy zostały wznowione wieczorem.
Ostatecznie nie ogłoszono żadnego znaczącego przełomu, choć wszyscy stwierdzili, że poczyniono poważne postępy.
Zaczyna się weekend, a więc standardowo jesteśmy zalewani krzykliwymi postami o tym, że "dziś/jutro już na pewno się zacznie!". Obawiam się, że tym razem prawdopodobieństwo jest faktycznie duże - choć jeszcze nie stuprocentowe.
Bardzo wiele wskazuje na to, że cierpliwość Donalda Trumpa się kończy. Kolejna runda rozmów bez wyraźnych rezultatów może być już tą ostatnią kroplą. Na dziś zaplanowane jest ważne spotkanie Trumpa z doradcami, w czasie którego być może prezydent podejmie decyzję.
Stany Zjednoczone wydały też komunikat, w którym zezwalają części swojego personelu dyplomatycznego w Izraelu na wyjazd z kraju. Poradzono, że jeśli ktoś podjął taką decyzję, to powinien zrobić to jak najszybciej. Również Chiny odradzają swoim obywatelom podróże do Iranu i zalecają natychmiastowy wyjazd wszystkim, którzy tam są.
Z drugiej strony, irańscy i omańscy dyplomaci wypowiadali się pozytywnie zarówno co do samej atmosfery negocjacji, jak i poczynionych postępów. Kolejna runda już została zapowiedziana: ma odbyć się w przyszłym tygodniu, tym razem w Wiedniu.
Bardzo ważne jest też to, że w rozmowach brała udział Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej. Organizacja ma też rozpocząć 6 marca kilkudniowe spotkania i konsultacje na temat Iranu.
Jednym słowem, dyplomacja nadal działa, ale jednocześnie wystarczy, że Trump uzna dziś efekty za zbyt powolne. Ciężko więc przewidzieć, co przyniosą najbliższe dni czy godziny.