W ostatnich miesiącach rząd w Tajpej wielokrotnie sygnalizował naruszanie przestrzeni powietrznej monitorowanej przez tajwańską obronę przeciwlotniczą przez chińskie myśliwce.
W poniedziałek Pekin ogłosił, że grupa chińskich lotniskowców będzie przeprowadzała manewry w pobliżu Tajwanu. W środę z kolei do regionu przysłano dodatkowe samoloty wojskowe. Władze Tajwanu zastrzegły, że są przygotowane na potencjalny konflikt i w razie wybuchu wojny wyspa "będzie walczyła do samego końca".
Działania Chin wzbudziły również niepokój w Waszyngtonie. W środę do Cieśniny Tajwańskiej skierowany został amerykański niszczyciel - oficjalnie pod pretekstem przepłynięcia "rutynowej trasy". Chiny natychmiast oskarżyły USA o zagrażanie bezpieczeństwu i stabilizacji w regionie.
USA wydały też oświadczenie w którym jednoznacznie stwierdzają, że w razie ewentualnego konfliktu dotrzymają swoich zobowiązań wobec sojuszników w regionie. Waszyngton zastrzegł sobie prawo do udzielenia wszelkiej pomocy militarnej Tajwanowi i Filipinom.
Chiny nie odniosły się póki co do tego oświadczenia. Władze w Pekinie twierdzą, że wszelkie ich działania w regionie Tajwanu mają na celu wyłącznie "obronę chińskiej niepodległości".
W zeszłym miesiącu portal Taiwan News, powołując się na chińskie źródła podał informacje o tym, że Xi Jinping zamierza dokonać aneksji Tajwanu w ciągu najbliższych pięciu lat. Przywódca Chińskiej Republiki Ludowej miał nakazać siłom zbrojnym rozpoczęcie przygotowań do wojny.
Tajwańskie dowództwo ogłosiło tymczasem, że w tym miesiącu rozpocznie wielkie, składające się z kilku etapów manewry i symulacje wojskowe. Głównym ich założeniem będzie ćwiczenie obrony przed inwazją Chin kontynentalnych.