Dziś w Izraelu odbywają się wybory parlamentarne. Obywatele w głosowaniu wybiorą 120 członków Knesetu.
To już czwarte wybory parlamentarne w Izraelu w ciągu ostatnich dwóch lat. Rządząca koalicja Likud, ze swoim przywódcą i premierem Beniaminem Netanjahu kolejny raz walczy o swoje miejsce w parlamencie. W poprzedniej kadencji Likud posiadał 37 na 120 miejsc w Knesecie. Wciąż jednak był największą partią w parlamencie, co idealnie oddaje rozdrobnienie polityczne, z jakim zmaga się Izrael.
Wybory odbywają się w trudnym dla Netanjahu czasie pandemii. Premier wielokrotnie wskazywał na sukcesy rządu w walce z wirusem. Jego przeciwnicy twierdzą jednak, że rządzący zawiedli w wielu kwestiach, m.in. we wprowadzeniu obostrzeń w społecznościach ortodoksyjnych Żydów.
Zdaniem obserwatorów, wyborcy w Izraelu stają się już zmęczeni ciągłym zamieszaniem na scenie politycznej, co może zaowocować mniejszą niż wcześniej frekwencją. O 14:00 czasu izraelskiego frekwencja wyniosła 34.6%.
Niska aktywność jest spodziewana wśród izraelskich Arabów. Spowodowane to jest przede wszystkim rozczarowaniem Zjednoczonej Listy, koalicji partii politycznych reprezentujących społeczności arabskie.
Obserwatorzy w Izraelu nie oczekują wielkich zmian po dzisiejszych wyborach. Spodziewane jest raczej powtórzenie dotychczasowej sytuacji w Knesecie, w której Likud jako największa partia - ale wciąż bez większości parlamentarnej - będzie musiał szukać koalicjantów do utworzenia rządu. Niewykluczone jest jednak utworzenie rządu przez koalicję partii opozycyjnych. Wszystkie te sojusze mogą być jednak na tyle nietrwałe, że efektem dzisiejszego głosowania mogą być jedynie kolejne wybory w niedalekiej przyszłości.