Dużo napisałem o sobie i chciałem uzupełnić. Nie chcę, aby ktoś z Was, potraktował moje wpisy jako użalanie się nad sobą. Chciałbym po prostu wyrzucić z siebie pewne rzeczy i pokazać, że są dookoła Was ludzie, którzy po za walką z codziennymi problemami mają dodatkowy "gratis" od życia. Patrząc dookoła siebie, pomyślcie czasem o tym. Wiem, że każdy ma swoje problemy. Wszyscy borykamy się z jakimiś dodatkowymi niespodziankami ewolucji. Pomyślcie o tym w codziennych relacjach z takimi osobami. To wystarczy.
Początki
Pierwsze co pamiętam z początków mojego dzieciństwa, to to, że zawsze musiałem nosić okulary. Zdiagnozowano u mnie ubytek siatkówki w jednym oku. Skutkowało to tym, że okulary musiały pozostać na resztę mojego życia nieodzowną jego częścią. Nic w tym strasznego i oprócz stałego przezwiska "okularnik", nie miało to jakiegoś większego znaczenia dla mnie. Podstawówka, to był początek problemu. Przez fakt, że ubytek siatkówki może grozić stałą utratą wzroku (wysiłek fizyczny jest kompletnie wykluczony), nie mogłem ćwiczyć na WF'ie. Ten zakaz jak i wiele innych towarzyszył mi do końca średniej szkoły. Fakt, że nie widzisz na jedno oko, kompletnie Ci nie przeszkadza (jeżeli masz to od urodzenia), bo po prostu nie wiesz jak to jest widzieć na obydwoje oczu. Dla mózgu brak jednego oka staje się normalnym stanem. Ciężko to sobie wyobrazić osobom zdrowym, ale tak jest do dzisiaj.
Konsekwencje i relacje z innymi
Poza wykluczeniem z zajęć fizycznych w szkołach i ograniczonym polem widzenia, nic w moim życiu się nie działo. Uczyłem się przeciętnie. Znajomości i przyjaźnie zaczęły się jednak komplikować. Wiecie jak to jest? Opowiem. Nie możesz grać w piłkę nożną (bo uderzenie w głowę może skutkować utratą widzenia), wszelkie gry typu siatkówka, ping-pong i cokolwiek gdzie jest piłka są poza twoimi możliwościami (bo nie umiesz ocenić odległości), no i w latach szkolnych grupa zaczyna Ciebie wykluczać. Dlaczego? Chyba wiecie, a człowiek sam też nawet do boiska, czy do takich zabaw nie podchodził, bo i tak nie miał co tam robić. Jeżeli jesteście rodzicami dzieci, które są w szkole, rozmawiajcie z nimi o tym.
Kolejny problem przyszedł z pracą. Na początku niby nic się nie działo. Wiecie, w latach 90-tych były luźne przepisy i teoretycznie problemów z pracą nie było. Jednak wszystkie zawody z pracą fizyczną były wykluczone. Ciekawe, ani kierowcą być nie możesz, o budowlance i mechanice możesz zapomnieć, żadnych prac precyzyjnych w sumie około 70% zawodów jest kompletnie wykluczone. Renta? Zapomnieć można. Ale i z tym idzie sobie jakoś poradzić. Prowadziłem szkolenia - kursy i całkiem dobrze mi się zarabiało i pracowało. W tym kierunku poszedłem. Potem własna firma i ... bankructwo. Mniejsza z tym dlaczego, tak bywa. Wiadomo, że ciężko się z tego dźwignąć, ale jakoś pomału to będzie. Jednak najistotniejsze jest to, że w takiej sytuacji, możesz tylko pomarzyć o wielu rzeczach. Chciałem iść do normalnej pracy, żeby dźwignąć się z brzemienia zobowiązań. A tu kochana medycyna pracy zaczęła robić problemy. Budowlanka - nie, gastronomia - nie, zawody z prowadzeniem samochodu - nie, praca fizyczna - nie, sport (tylko pływanie bez skoków "na główkę", o siłowni mogę też zapomnieć), zagranica wykluczona, wojsko - nie, coś człowieka trafiało. Myślałem o powrocie do zawodu, ale tu tylko umowa o dzieło i umowa zlecenie (co przy długach wyklucza cie bo masz 100% zajęcia wynagrodzenia), więc jak pracować kiedy wszystko dosłownie ci zabiorą. Musisz dołożyć do interesu bo są przecież dojazdy itd. No może trochę na własne życzenie to było.
To co robić? Wiecie, pomimo tego wszystkiego są pewne pozytywne aspekty, o których będę jeszcze pisał. Podsumowując to wszystko, chciałbym, żebyście przemyśleli Wasze postrzeganie problemów z jakimi być może, ktoś w Waszym otoczeniu może się borykać. Nie musi to być wzrok, może macie niepełnosprawnych lub ludzi z jakimiś innymi wadami (nawet drobnymi), pamiętajcie, że taka osoba walczy przynajmniej x2 ze wszystkim i nie chodzi o politowanie nad nimi, tylko o inne podejście do problemu. Nie wiem czy jesteś urzędnikiem/urzędniczką, szefową/szefem, czy w jakikolwiek inny sposób zarządzasz ludźmi lub się z nimi spotykasz. Pomyśl o tym!