To się nie wydarzyło. Chociaż może i wydarzyło się, ale powiedzmy, że nie. Sens jest inny i każdy odnajdzie go na swój sposób. Wszelkie "zabiegi" (będzie ich kilka różnych) są zupełnie celowe i mają coś Ci powiedzieć. Załóż więc, że to co przeczytasz jest czystą grą, której finał znajdziesz w głowie.
Posadziła swoje tłuste dupsko przed ekranem komputera.
- Teraz to ja ci pokaże - pomyślała i szybko dokończyła formalne czynności.
Sługusy tylko czekały na hasło i już nie mogły doczekać się, na zakończenie kolejnego etapu swojego działania. Wiedzieli dokładnie jak mają zagrać i co mają zrobić, aby osiągnąć swój cel. Wiadomo, że trzeba będzie rano wstać i odpowiednio się nastroić - tak bojowo i nie dać po sobie poznać, że mają niezły ubaw. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że czasem może to zadziałać odwrotnie i całe ich "ubieranie się" jest o dupę otłuc. - Dobra jest 5:30 - powiedział do swoich podwładnych szef piesków gończych.
- Jedziemy po gnojka :).
200 km dalej gość wstał o jak zwykle rano - bo tak lubił. Zapalił skręta i zrelaksował się porankiem, który był ciepły i miły. 6:20 i dzwonek do drzwi. Ki diabeł?
- Policja! Proszę otworzyć! - padło zza drzwi.
- Dobra już otwieram.
- Pan ... ?
- Tak to ja - odparłem i pomyślałem o reszcie trawki, którą miałem w biurku. Chuj tam z resztą, ale ta trawa.
- Mamy nakaz przeszukania - ryknął pies.
- Zapraszam - ja grzecznie na to i nagle włączył mi się tryb w stylu "Zagram wam kurwa na emocjach". Dlaczego? Do dzisiaj nie wiem, ale spoko.
Weszli i dość niedbale i lekko na odpierdol przeszukali mieszkanie. Myślałem, że mi podłogę z sufitem zrównają, a tu okazuje się, że pobieżnie popatrzyli po szufladach - nawet trawy jołopy nie znaleźli, a była na wierzchu. Może nie chcieli znaleźć, albo mieli to w dupie. Dziwne, bo zapach zapalonego skręta powinien się jeszcze unosić.
- Jest Pan zatrzymany - powiedział na końcu i grzecznie ruszyliśmy z mojego mieszkania do psiowozu. Byli po cywilu i auto też nieoznakowane.
- Będziesz Pan coś odpierdzielał?
- Nie - odparłem.
- To nie będziemy Pana kuli. Tylko przed komendą, bo wie Pan procedury - dodał.
- Dobra, żaden problem - odparłem.
Telefon mi zabrali do ekstrakcji i pendrive'y. Po drodze zaczęli się dopytywać o jakąś sprawę z przeszłości. Nic im nie mówiąc udawałem przestraszonego. Jednak w końcu ich wyszkolenie im pomogło (punkt dla Was chłopaki). Aby nie dać się wciągnąć w ich emocjonalne zagrywki, postanowiłem się odezwać.
- Wiecie co Panowie ... - zagaiłem.
- Co tam? - rzucił jeden z nich.
- Będę współpracował i wszystko powiem jak było - rzuciłem, aby zbadać ich reakcje.
- Bardzo mądra decyzja, tylko nie kłam Pan bo my wszystko wiemy! - rzucił jeden groźnie.
- "Chuj tam wiecie :), gdybyście wiedzieli to byście mi czarnych przysłali" - pomyślałem, ale spoko.
- Wszystko Pan powie Pani Prokurator i może nie skończy się wnioskiem o areszt - odparł.
Wtedy mało nie padłem w duchu ze śmiechu. Jednak mieli mnie za idiotę. Punkt dla mnie :). Ehh gdyby wiedzieli, że kilka lat szkoliłem z takich zachowań, pewnie wtedy to by inaczej zagrali, ale dobra. "Będę wystraszonym idiotą". Potem już komenda i formalności. Teraz jazda do Pani Prokurator. Po wszelkich formalnościach i kilku ostrzeżeniach, że mam prawdę mówić i grożeniu aresztem tymczasowym, byłem według nich wystarczająco przestraszony i przygotowany do spowiedzi.
- Coś Pan zbladł? - rzucił przed wejściem do prokuratury jeden z nich.
- "Zagrywka :) na dobicie :)" - pomyślałem.
- Niech Pan się nie boi, Pani Prokurator to fajna kobitka, ale nienawidzi kłamców - dodał bawiąc się w dobrego przez złego.
- Tak wiem - dodałem dopalając papierosa.
- No, to jeszcze dzisiaj Pan wróci do domu - dodał mi "otuchy".
Przesłuchanie skończyło się po 30 minutach. Zarzuty, brak przyznania się do zarzucanego czynu i takie tam. Niech się oni starają w udowadnianiu, co ja im będę pomagał. O wniosku o areszt nie było mowy, ale dozór mi dojebali. Normalka, ale po miesiącu sąd uchylił decyzje o dozorze. Cóż co było dalej? Po 2 latach procesu wynik - niewinny. 2 lata pieprzenia się i tysiące złotych podatnika poszły na marne. Z całego zajścia najciekawsze było to, że w pewnym momencie włączył mi się system autobrony emocjonalnej i nie przyznałem się do winy, co by mnie ewidentnie pogrążyło i kukałbym z zawiasami do dzisiaj.
Piętno osoby, której postawiono zarzuty odbija się też mocno w głowach wszystkich dookoła. Nie wiem po jaką cholerę, przez 2 lata tylko w domniemaniu wierzono, że nie złamałem prawa - nawet rodzina, chociaż przyznali się później do tego. Dopiero po prawomocnym uniewinnieniu im przeszło.
"Teraz chuj wam w dupę, gdzie przez 2 lata to było" - myśli człowiek, ale tak to już bywa. Z tej całej walki od początku, to był remis. I oni ugrali i ja. Oni, bo 2 lata psu w dupę.
A ja bo ...
"Nie dałem się okraść emocjom".
Na konkurs tagu #pl-emocjonalnie.