Nie przeglądałam jeszcze dziś @Steemit.
Pewnie nie jeden post porusza dzisiaj temat którym żył cały świat w 2001 roku. Chciałabym się z Wami podzielić swoimi wspomnieniami z tego dnia.
Wczoraj w nocy, czy też dziś położyłam się spać około godziny pierwszej.
Odkładając telefon zobaczyłam datę. Widząc 11 września od razu
przypomniał mi się dzień ataku. Ból, smutek, strach, panika, niedowierzanie.
Byłam wtedy dzieckiem, miałam zaledwie osiem lat.
Bawiłam się, mama robiła coś w pokoju, i nagle usiadła pod ścianą
i zaczęła płakać. Przestraszona zapytałam:
"Dlaczego płaczesz, mamo? Co się stało? Nie płacz. "
Mama nie mogła wydobyć z siebie głosu, aż w końcu przytuliła mnie mocno do siebie i powiedziała, że zginęło bardzo dużo ludzi. Spojrzałam w telewizor, nadawano relacje.
Wtedy pierwszy raz w życiu zrozumiałam co to zło.
Zrozumiałam, że świat nie jest tylko dobry, a zabawa to nie wszystko.
Dalej jako dziecko nie zdawałam sobie sprawy z tego ile ludzi zginęło,
co to znaczy zamach, jak można zabijać innych, nie mieściło się to
w mojej małej głowce. Mimo, że jestem już dorosła niedowierzanie zostało.
Łzy na wspomnienie tej tragedii i na myśl o innych napływają do moich oczu.
Nie będę się rozpisywać wszystko możemy znaleźć w Wikipedii, i wielu artykułach. Chce tylko przypomnieć, że uprowadzono cztery samoloty. Było 19 porywaczy, terrorystów, dwa samoloty uderzyły w World Trade Center, jeden w Pentagon, a trzeci tzn czwarty który zmierzał prawdopodobnie w stronę Białego Domu, bądź też Kapitolu rozbił się na bezludnym terenie.
Jest to zasługa pasażerów samolotu, którzy uprowadzeni wraz z samolotem
dowiadując się jaki jest zamiar porywaczy postanowili ich zaatakować, i zginąć. Zgineli w obronie innych.
Pamiętajmy o Nich, pamiętajmy o wszystkich dotkniętych tą tragedią.
Chwila zadumy wystarczy, to wszystko co możemy im ofiarować.
Ogółem zginęło 2996 osób, a aż 6291 zostało rannych.
Temat ataku jest tematem kontowersyjnym, są różne spekulacje.
Odnoszę się do wersji oficjalnej, do swoich wspomnień oraz przemyśleń.