Od 01.01.2018 roku do publicznego
dostępu oddany został rejestr osób skazanych za pedofilię i przestępstwa na tle seksualnym.
Uzasadnienie tego ruchu brzmi bardzo słusznie: każdy ma mieć prawo do wglądu czy w jego mieście nie mieszka taka osoba, czy jej nie zna albo czy nie jest to na przykład opiekunka naszego dziecka. Jak tak o tym pomyślałem stwierdziłem: no wreszcie rozsądne posunięcie. Później jednak naszła mnie refleksja. Wszystkie te informacje mogą zapewniać zarówno dużą dozę danych mogących zwiększać bezpieczeństwo albo mogą wprowadzać niepokój i strach. Jako rodzic nie byłbym w stanie wypuścić moich dzieci na plac zabaw mając świadomość że w moim 25 000 mieście mieszka 10 pedofilów a jako chłopak albo mąż bałbym się o swoją lubą mając świadomość, że w mojej okolicy mieszka 3 gwałcicieli, którzy dokonali napaści w 1980 roku.
Tutaj jednak pojawia się kolejny problem. Przynajmniej część z przestępców, bo tak można ich nazwać, skończyło już albo skończy w najbliższym czasie odsiadywać wyroki. Zdjęcia zamieszczone w bazie pozwalają, w większości wypadków, mimo to rozpoznać takie osoby. Kto zapewni im bezpieczeństwo od samozwańczych szeryfów? Zrozumiała jest konieczność poniesienia kary ale ta jest już spełniona. Odsiadka poza funkcją resocjalizacyjną w końcu ma pełnić i tę.
Część rejestru która jest niepubliczna w mojej opinii jest posunięciem idealnym. Ta druga pozostawia jednak wiele do życzenia. Czemu nie wprowadzić wyszukiwania, gdzie aby zobaczyć zdjęcie czy wyszukać w rejestrze musimy podać przynajmniej miejscowość i imię sprawcy? Wiem, że nie sprawiłby to osobom, które chciałyby takie dane sprawdzić najmniejszego problemu jednak tym z rejestru pozostawiłaby choć odrobinę prywatności.
Zapraszam do dyskusji. Nitko ić. #trzecipostopolityce
Postaram się tu wrzucać czy moje czy kogoś trafne spostrzeżenia opatrzone moim komentarzem. Zapraszam do śledzenia!