Długo się zastanawiałam nad tym jaki film wybrać do konkursu organizowanego przez . Przecież jest ich tak dużo a ja jestem prawdziwą kinomanką (a właściwie byłam gdyż od 4 lat jestem mamą i więcej oglądam bajek niż prawdziwych filmów).
Ale wystarczyło się trochę rozejrzeć po moim mieszkaniu by zdać sobie sprawę, że jestem wielką fanką Audrey Hepburn i jej niepowtarzanej kreacji Holly Golightly w Śniadaniu u Tiffany'ego. Tutaj notesik z wizerunkiem Audrey, tam pocztówka, a w kuchni nawet wielka zawieszka z napisemBreakfast at Tiffany's"!- To jest mój film - pomyślałam i innego nr 1 nie będzie! Dlaczego i z jakich względów? O tym poniżej:
Nowy Jork o poranku, puste ulice i jedna żółta taksówka z której wysiada ona - elegancka, subtelna, w czarnej sukni od Givenchy, ciemnych okularach i perłach. Podchodzi do jubilerskiej witryny sklepu Tiffany i wpatrując się w nią przygryza croissanta i popija kawę... Ta otwierająca film scena, przeszła do historii nie tylko kinematografii ale również mody.
źródło zdjęcia: http://fashiononrock.com/2017/11/10/breakfast-at-tiffanys/
Przed Tiffany'm - Nowy Jork (2012)
KRÓTKO O FILMIE
Nie wiem czy jest jeszcze ktoś kto nie oglądał tego filmu ale wypada po krótce opowiedzieć o jego fabule. A więc mały skrót:
Przepiękna lecz trochę ekscentryczna, Holly wydaje się prowadzić beztroskie życie w Nowym Jorku. Przyjęcia, spotkania, zabawy wypełniają jej dzień. Niejeden mężczyzna, zwłaszcza majętny, jest pod jej silnym urokiem i potrafi nie mało zapłacić po to aby oddać się chwili zapomnienia z nią i pochwalić przed kolegami niczym trofeum. Jednak ta czarująca, młoda kobieta jest w tym wszystkim bardzo zagubiona i nie może sobie znaleźć swojego miejsca na ziemi. ...jestem jak ten kot, bezimienny przybłęda. Nie należymy do nikogo...
W końcu poznaje równie tajemniczego sąsiada i niespełnionego pisarza, Paula (w tej roli Gerard Peppard), który, jak się okazuje, podobnie jak ona nie stroni od towarzystwa płci przeciwnej, robi to dla zysku i jest utrzymankiem innej, starszej od siebie bogatej mężatki.
Holly i Paul chcą żyć w dostatku i luksusie, i mimo iż, żadne z nich nie zagwarantuje drugiemu codziennych "Śniadań u Tiffany'ego" to powoli rodzi się między nimi uczucie i stają się dla siebie bratnimi duszami. Jednym słowem miłość staje się silniejsza!
źródło zdjęcia: http://www.kubelika.com/peliculas/desayuno-con-diamantes/
WNĘTRZA
Na pewno zdążyliście już zauważyć, z moich poprzednich postów, moje zamiłowanie do wnętrz i dekoracji domu. Teraz również chciałabym Wam pokazać pewne ciekawe osobliwości wnętrzarskie z filmu.
Kanapa z wanny - designerski majstersztyk, który jest powielany aż do dziś!
Walizki - stały element dekoracyjny służący głównie jako komoda lub stolik podręczny (w jednej z nich zobaczymy nawet telefon)
źródło zdjęć: http://www.littlemissarchitect.com/2013/10/ikony-mieszkanie-holly-z-filmu.html
MOJE ODCZUCIA
Umówmy się: Śniadanie u Tiffany'ego to klasyk! Jest ponadczasowy i mógłby spokojnie być nagrany w dzisiejszych czasach. Chociaż, jednak wróć! Jestem pewna, że nikt, ale to nikt nie pasowałby do tej roli tak dobrze jak Audrey Hepburn, więc może to i dobrze, że film został nakręcony w latach 60-tych. To właśnie ze względu na zachwycającą Audrey ten film nigdy mi się nie znudzi. Każda scena z jej udziałem, każda stylizacja jest wręcz idealna a widz oglądając ją, chce coraz więcej. Jej zjawiskowa uroda i styl jest inspiracją dla filmu, sztuki i mody a ona sama synonimem klasy i elegancji, którą naśladują kobiety z całego świata i która mnie osobiście zsyła natchnienie.
Jednym zdaniem: film jest po prostu P-I-Ę-K-N-Y!
MUZYKA I MAŁA NIESPODZIANKA
Jest coś jeszcze co sprawia, że tak często wracam do tego filmu - to muzyka a właściwie jedna piosenka... ta wspaniała piosenka Henry'ego Mancini "Moon River", którą pięknym głosikiem nuci w jednej ze scen Audrey przeszła do historii najpiękniejszych filmowych ballad! Nie mogłam sobie odpuścić i postanowiłam Wam ją dzisiaj zagrać... Z góry uprzedzam, że nie jestem żadną pianistką a jedynie wielką fanką filmu "Śniadanie u Tiffany'ego" - więc proszę wybaczcie mi wszelkie niedociągnięcia i uwierzcie, że bardzo się stresowałam nagrywając ją chyba ze 100 razy :) -
Na koniec chciałam powiedzieć, że bardzo się cieszę, że tutaj jestem i przede wszystkim, że Wy tutaj jesteście! Dzięki Wam i tej platformie mogę uruchamiać moje kreatywne komórki i realizować najróżniejsze projekty, których zawsze chciałam się podjąć a na które nigdy nie było czasu lub brakowało odwagi...
Dziękuję również za zorganizowanie tak fajnego konkursu, dzięki któremu mogłam zaszaleć i zainspirować się Audrey - chociaż na jeden dzień :)
Ściskam Was mocno!
P.S. Czy Wy również macie sentyment do starych filmów? A może jest jakaś postać z filmów, która również Was inspiruje? Dajcie mi znać w komentarzach!