Witam.
Od razu zaznaczę, że nie przebrnąłem do końca, po prostu nie dałem rady, ale czytałem o tym, że poziom wcale nie ulega w późniejszej części poprawie. "Krakowskie potwory" to najnowszy serial Netflixa polskiej produkcji, który przedstawiać ma walkę dobrej grupy uświadomionych ludzi pod przewodnictwem Andrzeja Chyry ze złowrogimi istotami z mitologii słowiańskiej.
To mogło być nowe Supernatural, czy coś w tym klimacie, ALE... Chryste. Już patrząc na twórców można dostrzec, że coś może być nie tak, bo na przykład posiadanie na koncie takich wielkich produkcji jak Ukryta Prawda to nie jest zbyt ciekawy wyczyn.
Kiedy jednak podejdzie się już do pełnoprawnego dzieła, to ojj...
Wszystko jest zrobione źle. Absolutnie. Każdy aktor gra skrajnie "zombie'owato", mówi jednostajnym tonem i jedną, tą samą grobową miną. Nawet nie są napisani jakoś dobrze, wiemy tylko tyle, że np. główna bohaterka to jakaś sobie studentka i tyle. Relacje między postaciami są sztuczne, dziwne, wymuszone wręcz dziwnymi fikołkami scenarzystów. Widz nie wierzy w to, co widzi, w jakąkolwiek sympatię między nimi.
Sam scenariusz jest nijaki, historia nie wciąga, zwłaszcza, że główne maszkary są bardziej śmieszne, aniżeli straszne, więc nie ma jak poczuć grozy i stawki. Najbardziej razi jednak ilość błędów, jaka pojawia się na dosłownie każdym kroku - ten serial jest tak fatalnie zmontowany, że głowa mała, zero tu rytmu, widz co chwilę jest wybijany i ma poczucie nienaturalności oglądanej sceny, łamane są podstawowe zasady komponowania ujęć, czasem losowo postacie potrafią zostać nagle jakoś dziwnie ujęte pod nienaturalnym kątem, można tak wymieniać i wymieniać.
Klimat? Niby twórcy próbują coś zbudować, ale nie rozumieją, że żeby widz poczuł, że ma do czynienia z bardzo mrocznym i brutalnym światem, to nie wystarczy dać szarą paletę kolorów i deszcz w tle. Potrzebne jest solidna podbudowa fabularna, muzyczna, czy dźwiękowa, a tego tutaj nie ma. Ała, zwyczajnie na ten tytuł szkoda oczu i czasu, nie oglądajcie tego.