Witam.
Władysław Pasikowski to jeden z chyba najbardziej rozpoznawalnych polskich twórców. Przez lata kreował on główny nurt, styl rodzimych filmów sensacyjnych, które to zostały bezczelnie zdeptane przez pokłosie kampowej bylejakowizny Patryka Vegi. Jego czołowym dziełem były bez wątpienia "Psy", które później urozmaicił jeszcze dwoma sequelami.
To dzieło nie zestarzało się prawie ani trochę i kupuje z miejsca transformacyjnym klimatem początku lat 90-tych. Historia jest dosyć nieskomplikowana, ale to, jak została ona opowiedziana i jak umiejętnie przenosi ona wzorce amerykańskiego kina sensacyjnego, zasługuje na ogromną pochwałę. Pasikowski wykreował przede wszystkim potężnych bohaterów, z Franzem Maurerem granym przez potężnego Bogusia Lindę na czele. Jego postaci nie da się nie kupić, charyzmą zjada wszystko, co staje mu na drodze. Intryga z jego udziałem wciąga i chodź nie jest niczym odkrywczym - ze względu na ogromny poziom reżyserskich umiejętności Pasikowskiego naprawdę dobrze ten film się ogląda nawet dzisiaj.
Tak dobrze nie zestarzała się część druga - po pierwsze, reżyser postawił na anachroniczne z dzisiejszej perspektywy efekciarstwo, więc mamy niejedną scenę prymitywnego zwolnionego tempa, czy ej widzu, podziwiaj ten wybuch, on ma zrobić na Tobie wrażenie. Fabuła jest znacznie moim zdaniem prymitywniejsza i nie czuć klimatu tamtejszej Polski, m. in. przez skupienie na wątku Rosjan wewnątrz różnorakich, bezosobowych zazwyczaj przestrzeni.
Choć bohaterowie nadal działają, sam film jest w moim odczuciu najsłabszą odsłoną trylogii.
Ciekawie jest w przypadku chłodno przyjętej przez krytyków trójki. Film ten jest przede wszystkim laurką, mówiąc szczerze - kompletnie niepotrzebną, ale o dziwo naprawdę sprawną. Fabuła to na ogół pretekst do podziałania na nostalgii, popatrzenia na chemię między kochanymi przez widzów postaciami. Nie mniej jednak reżyseria to klasa sama w sobie, spora część nowych elementów, mimo nie urywania, tyłka daje jakoś radę, a za ciekawy zabieg uznaję skupienie się na postaci Morawca, który w końcu się rozwija z totalnej łajzy, jaką był w pierwszych dwóch częściach. No i obsada w ujęciu całościowym - Linda, Dorociński, Pazura, Frycz, Fabijański, Baka, no i migający na moment w ramach wspominek Żmijewski - WOOOW, WOOOW, jak w poprzednich częściach charyzma ociekała z ekranu, tak tutaj nie ocieka, tylko wylewa się masowo, jakby ktoś otworzył właz wejściowy do łodzi podwodnej, kiedy akurat pędzi ona po głębinach. W skrócie, jest to kino laurkowe - typ kina, który sam w sobie nie jest jakiś wybitny, nie chodzi w nim o wybitność, większość jego reprezentantów to miernota, ale nie ten. "Psy 3. W imię zasad" to laurka z najwyższej półki, pieczętująca pozycję Pasikowskiego jako ikony dobrego kina sensacyjnego. Każdy z tych filmów to dzieło typowe dla swoich czasów - Psy były udaną próbą stworzenia czegoś na modłę zachodnich popcorniaków, dwójka to efekt nasycenia szybko zdezaktualizowaną formą ich efekciarstwa, a trójka jest dzieckiem epoki powrotów do dawnych franczyz. Mniej lub nieco bardziej miło spędzone wieczory gwarantowane,