Witam całą społeczność steemita. Zacznę nudno, bez fajerwerków, efektów specjalnych i Stevena Seagala w roli głównej - klasyczne przywitanie się. A bo co.
Kim jestem i co tu robię?
Z tej strony kłania się niziutko Bartosz Bykowski. Człowiek bez studiów, bez pracy, przeważnie bez grosza w kieszeniach oraz bez żadnych sukcesów w życiu. Ha, a nawet samotnik i swoisty "pustelnik" żyjący w największym wrzodzie na mapie Polski, którego nazwę przez litość do samego siebie pominę ;-) Ale moment, moment, co to tak bez wytłumaczenia czemu, co, jak i dlaczego? Od początku - czemu bez studiów? Bo to największa głupota naszych czasów, ho ho. Więcej informacji i nauk mogę przyjąć we własnym domowym zaciszu przy tonach książek, a nawet internecie. Wielu ludzi by się na mnie rzuciło w tym momencie z widłami - "człowieku bez papierka nie masz roboty!". No właśnie, dla mnie papierek ze studiów to nic nie znaczący śmieć. Liczy się wiedza, proszę państwa! Wiedza! A to oświecenie przyszło do mnie mniej więcej w wieku 17 lat. Jack... Kerouac... W... Drodze... :-) Magia tej książki do dnia dzisiejszego robi na mnie niesamowite wrażenie, jak książka trafiła w moje ręce po raz pierwszy to w mgnieniu oka przeczytałem dwa razy w ciągu dwóch nocy. Bo weźmy chociażby ten, mój ulubiony do dzisiaj, cytat:
"(...) bo dla mnie prawdziwymi ludźmi są szaleńcy ogarnięci szałem życia, szałem rozmowy, chęcią zbawienia, pragnący wszystkiego naraz, ci, co nigdy nie ziewają, nie plotą banałów, ale płoną, płoną, płoną, jak bajeczne race eksplodujące niczym pająki na tle gwiazd, aż nagle strzela niebieskie jądro i tłum krzyczy „Oooo!”"
Aaaahh!! Gdzie Ci szaleńcy życia? Gdzie Ci anielogłowi hipsterzy? Gdzie Ci ludzie pragnący wszystkiego naraz? Gdzie się ukrywacie przed światem? Hipsterzy wszystkich krajów, łączcie się! Ale dobra, już kończę z tą litanią ;-) Ta książka otworzyła mi oczy na:
- Jazz
- Poezję
- Hektolitry literatury
- Filozofię
Ale w tamtym okresie byłem mimo wszystko jednak w dalszym ciągu informatykiem. Chociaż pierwsze próby pisarskie już wtedy czasami się pojawiały. Wszystko szło fajnie, przyjemnie i miło do roku 2012. Bo w sumie przed Kerouakiem i pójściem do liceum byłem normalnym, zwykłym, nudnym człowiekiem. Liceum też pozwoliło mi poznać ludzi, którzy wprowadzili mnie w alkohol, "miękkie" narkotyki, imprezy i w ogóle życiu chwilą. Mogę powiedzieć, że skończyło się to właśnie w 2012 roku. Przyszedł lipiec i gdzieś mniej więcej równy miesiąc przed moimi 22 urodzinami nadeszła klęska nad klęskami. Wypadek na domówce. Ponoć spadłem z balkonu, który był w remoncie prosto na łeb, nabiłem sobie dwa krwiaki, 3 tygodnie w śpiączce, SOR, OIOM, neurochirurgia, rehabilitacja, sra ta ta. Potem nagła samotność, cała moja ekipa mnie zostawiła na pastwę losu zamiast wspierać duchowo słowem i towarzystwem. Po walce o życie, zaczęła się walka z depresją. Myśli samobójcze, niechęć do życia, przybijająca rutyna i wszech obecna cisza. Często w początkowym okresie depresji przełamywana harmiderem knajp. Wlewałem w siebie nie mało alkoholu. Paliłem z dnia na dzień coraz więcej papierosów. Przebiłem się przez 6 terapii psychologicznych, które jeszcze bardziej mnie pogrążały w rozpaczy. Aż w końcu zacząłem swoje cierpienie wylewać na papier. Wiersze, próby pisania powieści, opowiadań i tak dalej. Opłacało się, stałem się można powiedzieć swoistym beatnikiem, niczym Ginsberg czy Kerouac. Alkohol, czasami ktoś poczęstował trawą, poezja i filozofia życia. Rok 2012, teraz mamy 2018... 6 lat cierpienia i teraz można powiedzieć, że z większymi lub mniejszymi przerwami depresja minęła ;-) Idąc "dumnie" za rączkę z postępem technologicznym Facebooka mam. Z ogromną liczbą 9 znajomych. Wypasionego, nowoczesnego smartfona (albo jak ja na to mówię - buraka) nie mam. Jakiś tam telefon mam, ale praktycznie nie używam. Palę dalej sporo. Piję już mniej. Piję mniej, ale alkoholu... Alkohol zamieniłem na kawę. Tej to piję sporo :-D Pod względem poezji jestem martwy, od roku nie napisałem ani jednego nowego wiersza. A fuj! Z opowiadaniami idzie troszkę łatwiej, z powieściami dalej w ciemnej dupie jestem :-) Ale dobra, koniec z tym! Czego możecie się po mnie tutaj spodziewać, drodzy "stimici"? Opowiadań, poezji, a czasami felietoników czy esejów na różne tematy :-) I to by było na tyle. Chyba.
Ps. Nienawidzę słońca, jestem na nie uczulony :-) Ciemność, noc to mój żywioł, ho ho!
Ps 2. Nie ma drugiego ps-u.
Ps 3. Trzeciego też nie.
Ps 4. A sio już!