Z tej strony Sylwia, witam się z Wami w Nowym Roku.
„To jest moje postanowienie noworoczne”
„Ok, zacznę od poniedziałku”
„Dobra, to od jutra”
Znacie to? Na pewno. Osobiście mam wrażenie, że hasło „postanowienie noworoczne” urosło do rangi must have każdego Sylwestra. Człowiek wręcz czuje się zmuszony do wykonania zmiany w swoim marnym dotychczas żywocie albo przynajmniej kiwnięcia palcem w tym kierunku i opracowaniu jakiegoś właśnie p-o-s-t-a-n-o-w-i-e-n-i-a. No bo jak to tak, bez przysięgi poprawy? Co ludzie powiedzą?! No przecież znane jest przysłowie „Z Nowym Rokiem, nowym krokiem”.***
Mój szanowny Pan Małżonek mówi, że w tym roku wypadł doskonały moment na postanowienie. A to dlatego, że wystąpiła kumulacja możliwości. Wszystkie powyższe warunki spełnione. Bam!, bank rozbity! Można zacząć jednocześnie od jutra, od poniedziałku, w Nowy Rok. To po prostu nie może się nie udać, prawda?
Ja jednak jestem zdania, że postanowienia noworoczne są z góry skazane na niepowodzenie z racji całej tej otoczki i presji. Dlatego w tym roku (czy może raczej poprzednim?) postawiłam na „postanowienie sylwestrowe”. Czy dam radę w nim wytrwać to się okaże, ale już teraz czuję nutkę zadowolenia, że zrobiłam coś innego dla przekory.