Na imię mi Kamil, pochodzę (w dużym skrócie) z Tarnowa, a od kilku lat mieszkam w Krakowie. W przeciwieństwie do większości moich koleżanek i kolegów z liceum nigdy nie byłem krakowskim studentem — wprowadziłem się tutaj kilka lat po ukończeniu uczelni.
Jestem z wykształcenia anglistą, próbowałem swoich sił w nauczycielstwie (z marnym skutkiem), kilka lat poświęciłem tłumaczeniom, a od pewnego czasu jestem korpoludkiem.
W czasie wolnym, co pewnie zabrzmi jak banał, czytam, słucham muzyki, nieco gram na gitarze i ukulele oraz śpiewam, a jak mam okazję, ruszam w góry. Nie gardzę też okolicznymi terenami zielonymi. Lubię też potańcówki z muzyką tradycyjną, ale niestety obecne okoliczności przyrody nie sprzyjają takim rozrywkom.
Jeśli chodzi o literaturę, to raz nazwano mnie człowiekiem trzech książek: „Beowulfa”, „Opowieści kanterberyjskich” oraz „Życia i myśli JW Pana Tristrama Shandy”. Nie są to oczywiście wszystkie książki, które w życiu przeczytałem, ale ale są one dla mnie ważne i miały na mnie wielki wpływ. Kolejnym dziełem, które odcisnęło przemożne piętno na moim umyśle są „Wyznania” św. Augustyna.
Moimi ulubionymi polskimi pisarzami są Władysław Reymont i Teodor Parnicki. U tego pierwszego odnajduję obserwacje, które są wciąż aktualne pomimo upływu stulecia, a z drugim się poniekąd identyfikuję ze względu na zawikłany tok myślenia i podziwiam go za niezwykłą erudycję. Całe to zawikłanie dobrze oddaje jednak złożoność ludzkiej duszy.
W słuchanej przeze mnie muzyce też doceniam walory literackie tekstu — stąd upodobanie w utworach Kaczmarskiego, Gintrowskiego i Łapińskiego, a także tarnowskiego zespołu Personel i Adama Struga (ten ostatni jest głównie adaptatorem wierszy innych autorów, głównie Bolesława Leśmiana). Wspólnym punktem tych twórców jest połączenie dobrego poziomu literackiego warstwy lirycznej z niebanalną, często energiczną, melodią i interpretacją.
Bardzo cenię też polską muzykę tradycyjną, obejmującą całokształt ludzkiego doświadczenia — w końcu przechowała i melodie taneczne, i pieśni pogrzebowe. Zresztą ta fascynacja nie wyklucza się wzajemnie z gustem literackim, bo do tradycji ludowej weszły utwory uczonych poetów minionych epok.
W muzyce cenię też bardzo utwory z czasów renesansu i baroku. Można by je określić jako „czcigodne antyki”, ale muzyka jednak musi żyć, choćby w postaci nagrań. Zapis nutowy z samej swojej natury wymaga interpretacji, a dawniejsze jego sposoby są jeszcze bardziej niejednoznaczne
Tyle tytułem przydługiego wstępu. Jeśli chodzi o tematy, jakie zamierzam tu poruszać, to moje obecne pomysły dotyczą głównie literatury. Za Arystotelesem widzę w niej wyraziciela spraw uniwersalnych (Stagiryta zestawiał ją pod tym względem z filozofią). Oczywiście jestem świadom tego, że papier wszystko przyjmie (a puszczenie dowolnej myśli w obieg w Internecie wymaga jeszcze mniej wysiłku), jednak moje obserwacje i przemyślenia wskazują, że niektórzy czasami piszą coś, co ma jakieś pokrycie w rzeczywistości.