Fotografia - praca własna
Witam. Dziś całkiem inny temat - taki bardziej z dziedziny filozofii, czy psychologii. Wbrew pozorom zdecydowałem się go napisać nie dlatego, że nasza reprezentacja przegrała z Senegalem, choć - trzeba to przyznać - okazja to nadzwyczaj dobra w tym przypadku. Planowałem napisać ten wpis już od dawna - no i w końcu jest.
Zacznę od wprowadzenia stwierdzenia - na świecie, a zatem także i w Polsce, dominuje mocno zakorzeniony kult zwycięstwa. Szanuje się wyłącznie wygranych, co dla mnie patrząc na ten proces społeczny nieco z dystansu - paradoksalnie - nie jest pozytywnym zjawiskiem. Zawsze w tym kontekście mam przed oczami miny zawodników w sporcie, którzy swoją nadmierną ekspresją po wygranej wydają się nie tyle wyrażać radość samą w sobie, a raczej poniżać przegranych konkurentów - i to na ich oczach. To tylko jeden przykład z obszaru sportu - a w życiu jest przecież dokładnie to samo. Nie szukając daleko - nawet w mediach społecznościowych dostrzegam obecnie rodzaj platformy do ogólnie rzecz ujmując - promowania swoich wygranych na różnych polach - choćby reprodukcyjnych, zawodowych, a już zwłaszcza - materialnych. Często młodzi ludzie nie wytrzymują presji sukcesu z każdej strony, w którą tylko spojrzą - poczynając od rodziców, poprzez rówieśników, szkołę, na rywalizacji w pracy kończąc. Młodym ludziom nie wpaja się, że szeroko pojęte ciągłe "wygrane" nie są czymś niezbędnym w życiu, że w żadnej mierze nie świadczą o wartości jednostki. Efekty takiego podejścia społeczeństwo zaczyna odczuwać coraz dotkliwiej i mam tu na myśli dotkliwość nawet tę ostateczną. Brak dystansu do sukcesów innych jednostek prowadzi często do depresji, a ostatecznie nawet do samobójstw. Nie wiem czy wiecie, ale samobójstwa w USA stanowią obecnie trzecią przyczynę zgonów w tym kraju - i ten procent stale rośnie. Nawet wypadki samochodowe są niżej w rankingu. Jedną z głównych przyczyn takiego stanu upatruję właśnie w kulcie zwycięstwa - tak mocno przecież zakorzenionym w społeczeństwie i kulturze amerykańskiej.
Wracając do sportu - zauważyliście jak wielką wagę przykłada się do zwycięstwa naszych reprezentantów np. w piłce nożnej i to jak bardzo przekłada się to na nasze poczucie wartości? Zupełnie jakby piłkarze byli naszymi braćmi i siostrami - albo nawet głębiej - jakby byli po prostu nami. Z drugiej jednak strony - zobaczcie jak poniewierani są nasi piłkarze kiedy przegrają - wtedy nagle przestają być nam tak bardzo bliscy. Z czego to wszystko wynika? Ponownie kult, czy też afirmacja zwycięstwa, o którym piszę. Wydaje mi się to dziwne, ale ludzie zapominają o podstawowej zasadzie - żeby ktoś mógł wygrać, ktoś inny musi przegrać i w tym kontekście nadmierna ekscytacja wygraną, czy też nadmierne przeżywanie przegranej trąci mi nieznajomością... rzeczywistości.
Współczesna kultura jest obsesyjnie wręcz skoncentrowana na sukcesie - akceptuje się tylko wygrane, a jedyne przegrane jakie można warunkowo zaakceptować to te, które w przyszłości doprowadzą nas do zwycięstwa w myśl sentencji o przegranej bitwie, ale wygranej wojnie. Kult sukcesu nie przewiduje innych porażek, a jeśli już się takie zdarzą to zawsze bezlitośnie obarcza się nimi owego przegranego - zazwyczaj personalnie - zapominając o podstawowym dualizmie wygrany-przegrany, który niekoniecznie jest związany z cechami uczestników, a np. ze szczęściem jednej ze stron owej rywalizacji.
Apeluję zatem - miejmy dużą akceptację dla przegranych i przegranej w ogóle. To naprawdę nic złego.
A co Wy o tym sądzicie?
Jeśli spodobał Ci się ten post zostaw upvote i komentarz. Będę wdzięczny :) Możesz także obserwować mój profil, by nie przegapić kolejnych postów!