Dzisiejszy dziennik to spis kolejnych trzech dni w Jordanowskim ogrodzie 🌹🌻🌸🐝🐞
Piątek
W piątek miałem zamiar dokończyć szlifowanie skrzyń, niestety pogoda spłatała mi na tyle figla, że wiatr 🌬️ (w sumie u nas była całkiem, całkiem burza ⛈️) będąc na tyle mocny, zerwał moje zabezpieczenie skrzyń i całe drewno przemokło. Tak więc większość piątkowego czasu w pracy spędziłem w piwnicy na rozbieraniu palet w celu pozyskania kolejnego materiału.
Odzyskiwanie ♻️ desek z palet nie odbywa się bez strat jak w przypadku boków skrzyń, w każdym razie odzyskuję około 80-90% materiału co uważam i tak za bardzo dobry wynik. Połamane deski i tak zostaną spożytkowane jako opał 🔥, tak więc nic się finalnie nie zmarnuje 😉.



Poniedziałek
Poniedziałkowe słoneczko 🌞 przywitało mnie bardzo ciepło, tak że aż chciało się pracować na pełnych obrotach od samego rana.

W pierwszej kolejności postanowiłem odzyskać ♻️ kolejne pojemniki po lodach, które w przyszłości posłużą głównie (choć nie tylko) za doniczki.

Następnie czym prędzej ruszyłem do szlifowania, ponieważ moim celem było je całkowicie dziś zakończyć (nie liczę tutaj dodatkowych elementów pergoli, które będę dorabiał już w warsztacie niezależnie od pogody).
Ponadto ciut zmieniłem koncepcję, obracając donice nogami do góry i ścinając te z frontalnej strony. Pozostałe dwie nogi posłużą mi do przedłużenia ramion pergoli.

Po finalnym wyszlifowaniu ostatniej donicy oraz ręcznych poprawkach reszty zakamarków donice zabezpieczyłem ciut lepiej niż poprzednio.
Tym razem wiatr i woda już tak łatwo się nie dostaną (choć wiadomo, że gołe drewno i tak będzie chłonęło wilgotność przy złej pogodzie, ale w mniejszym stopniu niż bezpośrednio z opadów).


Teraz pozostaje mi liczyć na darczyńców, którzy dorzucą jaki grosik do "Ogrodowych Rewolucji w MDKu". Dzięki zebranym funduszom będę mógł zakupić min. farby do wykończenia tego projektu. Jeżeli jednak w jakimś racjonalnym czasie nic nie wpadnie do zrzutki to farby zakupie ponownie w pełni z własnych środków 😉.
Wtorek
Brak farb wymusza na mnie zmianę kolejności pewnych zadań dotyczących projektu z donicami. Dlatego też we wtorek postanowiłem chwycić za łopatę i podrównać przyszły teren pod donice. Zakładałem, że pójdzie mi ciut sprawniej, jednak pierwsze wbicie szpadla w ziemie już dało mi do zrozumienia, że zejdzie ciut dłużej...
Pierwsze wbicie szpadla a tam na starcie kostka brukowa... i to dobra! Już o tym pisałem w poprzednich dziennikach, jakie to marnotractwo materiału i pieniędzy suwerena no ale kopać dalej trzeba.


Finalnie z niewielkiego przekopu zaledwie kawałka terenu wywiozłem pół (słynnej już) kary kamieni. Jeden z pracowników widząc to po raz kolejny stwierdził, że nie mam co tam bardziej kopać, ponieważ firma, która ocieplała budynek, niczego nie wywoziła i gruz jest na około całego budynku + większe gabaryty są wyrzucone na hołdzie liści za boiskiem... Jak Pana Boga kocham, coś z tą sprawą postaram się zrobić prędzej czy później.
Korekty w projekcie były od początku wliczone tak więc była akcja była i reakcja.



Widząc spory problem z tym kawałkiem terenu, postanowiłem jednak dorobić nóżki do donic, które przy ich osadzaniu pomogą mi osadzić je równo.




To by było na tyle w dzisiejszym dzienniku i widzimy się najprawdopodobniej w piątek z kolejnym 🙏