"Smoleńsk" to film Antoniego Krauze, który przedstawia kulisy i przyczyny tragedii znanej chyba wszystkim Polakom. Katastrofa została wykorzystana przez wielu polityków, z różnych stron barykady, do zbijania politycznego kapitału i siania podziałów wśród Polaków. Ale do rzeczy.
Zdecydowałem obejrzeć się ten film mimo samych negatywnych opinii, których większość została wyrażona jeszcze przed obejrzeniem seansu z powodu tego, że obraz był tworzony przy pomocy ogromnego wkładu rządu, który, w opinii wielu, przedstawił swoją własną wersję wydarzeń. Cóż, nie uważam, ze film jest dobry, ale każdy poważny i szanujący się widz, jeśli uważa, że film może być propagandowy to po prostu go nie ogląda i nie ocenia. Ocenić może dopiero wtedy gdy obejrzy daną produkcję. Kiedy ktoś ocenia coś czego nie obejrzał robi coś pozbawione jakiegokolwiek sensu.
Film sam w sobie jest słaby, a nawet bardzo słaby. Już nie chodzi o ogromną ilość bezpodstawnych oskarżeń, ale samo wykonanie jest dość kiepskie. Aktorzy grają bardzo sztywno, a scenariusz jest bardzo wybrakowany i niektóre wątki nie są dokończone tak jak powinny albo wcale. Jedyne co mnie urzekło w wykonaniu to pomieszanie nagrań archiwalnych z filmem. Jakoś tak fajnie się to wszystko komponuje i wywołuje wspomnienia. Ta jedna rzecz na plus i można jeszcze do tego dodać muzykę.
Na negatywnych cechach tego dzieła mógłbym się długo rozpisywać, ale to nie jest moim celem. Chcę się skupić raczej na czymś pozytywnym i dobrym. Z opowiedzianej historii podobały mi się takie elementy jak:
scena katastrofy - nawet wywołała we mnie ta scena lekki smutek
scena, która pokazuje jak mogłyby wyglądać przyszłe wydarzenia gdyby katastrofa nigdy się nie wydarzyła - to jest największy walor tego filmu, który więcej walorów nie posiada. Spodobała mi się wizja reżyserska wydarzeń gdyby śp. Lech Kaczyński dotarł w spokoju do Katynia. Wzrusza i nadaje ciekawy klimat.
zadanie niewygodnych pytań - nie chodzi mi o oskarżenia, które wylewają się permanentnie z tego obrazu, tylko jednak o zmuszenie do przemyślenia i trzeźwego myślenia bez odwoływania się do tego co mówi rząd (zamach na 100%) czy opozycja (zwyczajna katastrofa). Niewyjaśniona lub tajemnicza śmierć paru osób, które zajmowały się Smoleńskiem i prawdopodobnie coś wiedziały, zadaje wiele niewygodnych pytań na które możliwe nigdy nikt nie odpowie zgodnie z prawdą.
Po obejrzeniu tego filmu jakoś jeszcze mocniej dotarło do mnie ile ludzi zginęło. A najbardziej szkoda mi ludzi o których się najmniej gada, którzy byli bezstronni - stewardess, pilotów itd. Ubolewam, że ta tragedia jest wyśmiewana i kojarzy się głównie z (mówiąc subtelnie) przedziwnymi teoriami Antoniego Macierewicza, a opozycja zamiast łagodzić spór nadal go podgrzewa. Przez te teorie, Polacy się nienawidzą, a politycy zbijają na tym swój polityczny kapitał, podtrzymują koryto i władzę.
Reasumując Smoleńsk to słaby film, ale nie tak tragicznie słaby jak wielu twierdzi bez oglądania. Są sceny w których widać potencjał, które wzruszają i wprawiają widza w ducha wspomnień. Każdemu zainteresowanemu polecam samemu skosztować ten obraz i wyrazić swoją własną opinię.
Co myślicie o filmie i samej katastrofie?