Właściwie to post ten powstał zupełnie przypadkowo, w przerwie przy pracy nad dużo poważniejszym. Tak dla rozprostowania nóg i relaksu. Nie jest zbyt ambitny, ale zawsze.
Chciałbym się pochwalić swoim prywatnym przepisem na pyszny i lekkostrawny posiłek. Najczęściej wystarczający na cały dzień.
Potrzebne składniki widzimy na poniższym zdjęciu. Masełko ghee nie stawiło się na sesję zdjęciową ze względu na wysoką temperaturę.
Aby nie było wątpliwości, czerwone kulki to pomidory, prostokątne kształty należą do pełnoziarnistego chleba. Mój akurat prezentuje się tak.
Teraz uruchomić należy technologię termiczną. Do dyspozycji mamy dwa sposoby.
- grill w piekarniku
- grzanka na nieprzylepnej patelni
- barbeque
W pierwszym przypadku należy uchylić drzwiczki aby uwolnić parowaną z chleba wilgoć. Niewygodą jest niebezpieczeństwo połamania cienkiej i kruchej kromki i zbierania jej kawałków spod rusztu. Trochę niezręcznie się manipuluje, szczególnie w przypadku uszkodzonych, samozamykających się drzwiczek (bez blokady). Prawym kolanem należy je przytrzymać w pozycji horyzontalnej a lewą dłonią manipulować w rozgrzanym, często niedoświetlonym, lub wręcz nieoświetlonym piekarniku. Ponieważ rzadko go używam (wyjątkowo do pieczenia papryki), czasami do ciemnych zakamarków potrafią się wprowadzić jakieś karaluchy z wąsami lub bez. Podczas rozgrzewania piekarnika nie wszystkim udaje się bezpiecznie ewakuować, a te upieczone wydzielają niemiły smrodek przenikający pyszną grzankę.
Ta z patelni przyjemniej pachnie. Nie należy jej przykrywać aby wilgoć mogła swobodnie odparować. Dobrze upieczona ma skrzypieć w zębach, być chrupka i równo przypalona. Wadą jest niezbędny dłuższy proces termiczny (grzewczy?) ze wzgledu na konieczność symetrycznego opiekania obu jej stron.
Właściciele ogródka mają możliwość zastosowania technologii barbeque. Dobrze się sprawdza w przypadku najazdu gości. Ważnym w tym przypadku jest sprawdzenie toksyczności stosowanego paliwa, ponieważ jego producenci lubią stosować różne cuda.
Gotową grzankę po wystygnięciu traktuję klarowanym masłem (z jednej strony, tej pod pomidor).
A tak wygląda gotowe już danie. Te białe kosteczki to nie feta, lecz posiekany czosnek. Do celów prezentacji pozostawiłem na półmisku całą półtuszkę aby ukazać, że jego niepożądany (babcie twierdzą, że „jadowity”) korzeń został usunięty. Zbyt drobno posiekany czosnek nie spełnia w pełni swojej funkcji, ponieważ przenika zbyt szybko do jelit. Powinien być gryziony tak, aby jego sok trafił bezpośrednio do krwioobiegu.
Po takim posiłku, w drugiej połowie dnia wypijam dużą szklanę wyciśniętego soku. Zamiast piwa.
Przedstawiona na zdjęciu graficzna prezentacja, zależna jest od kolejności wyżymanych produktów.
W tym akurat przypadku to;
- marchew
- jabłko
- natka pietruszki i selera
- burak (ewentualnie z botwiną)
Białego pierścienia w środku nie kojarzę. W każdym razie kolejność i dobór wyciskanych warzyw jest dowolna. Myślę, że zabawa w takie artystyczne wyciskanie mogłaby się spodobać dzieciom i zachęcić je do tego procederu. Odradzam kompozycję z udziałem ziemniaków.
Zapewniam, że taki posiłek składający się z czterech kromek chleba i popołudniowego soku (przynajmniej w moim przypadku) jest zupełnie wystarczający do normalnego funkcjonowania. Sól jest oczywiście niekuchenna, czyli bez zbrylacza. Morska w tym akurat przypadku – niestety.
Zdjęcia własne: A8 MAX