Hej, tu . Tęskniliście? Pewnie nie, ale to normalne. Najpierw była praca, potem brak ochoty na pisanie, a potem… już nie pamiętam.
Byłem tu cały czas, choć dużo rzadziej niż przez ostatnie pół roku. Należał się odpoczynek, bo aktywność na Steemicie z przyjemności przerodziła się w nałóg. Dzień rozpoczynał się od sprawdzenia, czy pojawiły się nowe teksty, czy ktoś skomentował mój wpis. Wraz z pierwsza kawą pojawiałem sie na czacie i często do rana na nim przesiadywałem. To fajny czas i nie zamieniłbym go na nic… no może na podróż do Laosu. Nagle przyszło tąpnięcie.
Nie tylko dotyczyło rynku kryptowalut. Spadek nastąpił na poziomie energetycznym. Zbiegło się to akurat z krakowskim Steefestem, który probowałem śledzić we wpisach i na streamie. Nie wywołał niestety we mnie większych emocji - nie czułem się ani dobrze z tym, ani źle, chociaż myślałem, że będzie inaczej… O tym spotkaniu wszyscy szybko zapomnieli, nie zauważyłem wielkich rewolucji czy nowych ruchów społecznych. A może coś przeoczyłem? Może zbyt wiele się spodziewałem?
Kolejne obowiązki, czy zwykłe lenistwo oddalały pisanie następnych odcinków leniwcowych serii. Gotowanie poległo pierwsze, bo wraz z listopadem odeszła ochota na przesiadywania w kuchni. Potem padały kolejne, w tym te niedawno zaczęte… Fontologia, Ciach… Czemu? Czy wrócą? Nie wiem. Zapomniałem.
Łatwo się zapomina. Tym bardziej, że bodźców dookoła sporo. Wyjazd, nowe zlecenie, spotkania towarzyskie. Odłożona na półkę książka, po którą dawno nie sięgałem. Tylko gdzieś tam, z tyłu głowy mgliście pojawia się myśl, że dwa miesiące temu pisanie niemal codziennie nowego tekstu było normą. Ale bez wyrzutów sumienia. Czy miało to pisanie jakąś wartość? W jakich miarach? Komuś na coś się przydało? Nie wiem.
Wzywany do tablicy, nieco na siłę pisałem co jakiś czas, jednak nie sprawiało to dużej frajdy. Było niejako obowiązkiem wobec społeczności. W sumie, po czasie okazało się, że teksty wyszły całkiem w porządku, chociaż i one już wkrótce zasilą szeregi niepamięci. Może będą się przypominały. Może komuś, znienacka pojawi się w głowie wspomnienie Śpiącej Królewny z Wonsem lub imprezy na drzewie z okazji wygranego konkursu. Było grubo… Ktoś pamięta?
Ktoś pamięta tych, którzy już zajęli się czymś innym niż steemitem? Pamiętamy ich nicki? Jak wielu z nich? Nagle, gdy się w końcu pojawią, odkrywamy, że już dawno zamazaliśmy ich w pamięci. Przykryliśmy nowymi doznaniami. Wielu ich było, choć w tak krótkim czasie. O kilku toczyły się boje, z których teraz się śmiejemy, kilkoro podziwialiśmy. Lubię ich powroty. Cieszy, że wszystko u nich w porządku.
Pamięć zatrzymuje skrawki. Urywki wrażeń, emocji, strzępy rozmów. Pewnie na chwilę zostanie, choć z czasem będzie tego coraz mniej. Będą nowe wrażenia, dialogi, memy warte chwilowej alokacji w wewnętrznym RAMie. Potem też zniknie.
Banał? Oczywiście, jednak może tylko on wytrzymuje próbę czasu.