Było to tak... Jak za dotykiem czarodziejskim ponad 50 osób wzięło udział w konkursie . Wpisy powstały świetne. Zabawne, czarujące, mądre i szczere. Czasem króciutkie, a w niektórych przypadkach, wymagające od czytelnika czasu i skupienia się na tekście. Poznaliśmy się trochę bardziej, nieco zintegrowaliśmy, choćby tylko na moment. To ważne, gdy świat dzieli i kłóci. Wszystkie teksty były ważne, napisane z potrzeby wejścia w tę społeczność, nikt z nas chyba nie liczył na nagły wzrost altcoinów i wycieczkę za wygraną na Majorkę... Choć może...
Nie ważne, kogo wybrano w głosowaniu. Wygraliśmy wszyscy i wszystkim należą się gratulacje. A ważne okazje, że trzeba świętować! Była zatem impreza, u mnie na drzewie. Ach, i to jaka! Tym którzy nie mogli dotrzeć do mojego lasu trzeba zatem nieco przybliżyć, co działo się dziś w nocy u Leniwca...
Hummus z Beefheartem
Drzewo mimo że niezbyt okazałe pomieściło na szczęście wszystkich. Kiwaliśmy się nieco na gałęziach, ale na nikt nie spadł. To niesamowite, jak szybko wszyscy przybyli. Ba! Jeszcze przywieźli ze sobą smaczne podarunki! Kuchnię i przygotowanie potraw przejęli bardziej ode mnie doświadczeni. ,
i
wyczarowały pyszne wegetariańskie jedzenie. Wspomagał ich dziarsko, krojąc cebulę
, który swym wymarzonym STEEMtruckiem dojechał do nas na czas.
podawała cudowne napoje, o pięknych egzotycznych kolorach. Spisał się również
dostarczając gawiedzi cały lniany worek pszennych bułeczek.
Na gałęzi obok trwały pierwsze tańce. nieco początkowo zamulał z Capitanem Beefheartem i Zappą, chociaż mnie się podobało. Do marchewki z hummusem pasowało znakomicie. Potem stery za pulpitem DJ przejął
i wtedy się zaczęło…
Techno z waranem
Głośne bity rozległy się w całej okolicy, liście drzew zaczęły drżeć, a wiatr, który nagle się zerwał odgonił chmury i odsłonił księżyc. Nie wiem czy to alkohol, pyszne jedzenie (dziewczyny, czegoście tam dosypały?) czy ogólny klimat imprezy sprawił, że towarzystwo, które zajęte było roztaczaniem pięknych wizji rozwoju Steemita i ubolewając nad niskim kursem, nagle poderwało się na parkiet…
Sącząca powoli drinka wyszła powolnym krokiem na parkiet i zaczęła piękny radosny taniec. Dookoła niej stąpała
, robiąc jednocześnie wzory zawieszoną na ogonie różową lampką. Bardzo zalotnie, jakby zapomniała na chwilę, że jest dziewczynką. Wszyscy byli pod wrażeniem tak wielkim, że zaraz obok niej, na tymczasowym parkiecie z gałęzi, pojawili się następni.
wił się spazmatycznie od bitów, zapominając przez moment o wiadomych niesnaskach.
, która przyleciała pięknie przebrana za elfa pląsała razem z
, który wczuł się w klimat i wyglądał jak całkiem przystojny hobbit. Piękny był to widoć, choć nieco surrealistyczny.
Nawet i
na chwile przerwali spory, dołączając do tłumu tańczących i tupiąc radośnie na zapełniony już wtedy parkiecie. Tylko
nie dał się odciągnąć od pracy, ale na chwilę zdjął słuchawki, by ponieść się fali, co warto jednak zaznaczyć.
Czekoladowy chillout zone
Potem, gdy już parkiet nasiąknął potem, część zmęczonych dołączyła do , który zwoływał ludzi na planszówkę i czekoladę. Oczywiście sławne delicje musiały się również tu pojawić. Inni zostali na parkiecie, pogrążając się w chill-outach zaproponowanych przez
. Po lesie niosły się teraz dźwięki chłodnych północnych bitów, przerywane fińskim skowytem, a w powietrzu unosił się zapach palonych kadzideł.
W kuchni jednak znowu zrobiło się tłoczno. Część narzekała na brak mięsa, ale były to wyjątki, bo tych najbardziej zatwardziałych udało się oszukać seitanem. Reszta zajadała się w kozich serach, pysznych bezglutenowych plackach i jajach w 15 wersjach, na których przepisy przyjechały prosto z Azji. Były też cydr i pyszne alkoholowe konfitury, z którymi trzeba było nieco uważać, by po zjedzeniu połowy słoiczka nie spaść z gałęzi.
Sucha wódka
W połowie imprezy pojawili się Moniś i . Na koniach. Nie wiem, co im strzeliło do głowy, bo biedne zwierzaki wydawały się wycieńczone, jednak ponoć był to najszybszy środek lokomocji z Parku Tayrona. Przywieźli ze sobą brazylijską wódkę, choć nazywała się Polak.
pierwsza wzięła się za degustację, chociaż woli raczej wykwintne alkohole… Zaraz potem
, który od razu wychylił kielona i wziął się za analizę chemiczną napoju. Następny był
, który pije tylko na służbie, czyli aby poznać egzotyczne smaki. Grymas na ich twarzach przypominał roczny wykres bitcoina, ale dali radę… Część niepijąca patrzyła na to jednak z rozbawieniem, dziwiąc się czy są granice poznania smaków w etnografii.
Mydlana opera
Trzy gałęzie niżej, zaraz obok planszówek kilka osób zaległo na liściach i w kamiennym nastroju oglądało stare odcinki , prowadząc cichą dyskusję nad sekretem jego sukcesów i uciszając innych, który z niewiadomych przyczyn i w zupełnie przypadkowym momencie wybuchali panicznym chichotem.
zaczął nawet robić prezentacje, by nic z tych wywodów mu nie uciekło, bo czasami z takich imprezowych rozmów powstają genialne myśli, jednak zasnął nagle, gdy towarzystwo było na 23 odcinku steemowego celebryty. Nie przeszkadzały mu nawet ponownie rozlegające się bity. Spał spokojnie, przykryty kocykiem przez opiekuńczą
.
stwierdził, że czas rozpocząć zbieranie danych do statystyk, bo w kategorii Polegli na imprezie zaczęły się pierwsze cyfry pojawiać.
Wirujący seks albo grzeszne tańcowanie
Za gramofonami stanął , którego taneczne covery starych hitów obudziły znowu wielu do tańca.
i
przypomnieli sobie czasy Dirty Dancing i odstawiali popisowy taniec z akrobacjami. Obok nich oglądaliśmy Moniś z
! Ah ta namiętność, widać że właśnie przyjechali z Ameryki Południowej.
razem z
i
w salsie odkrywali nowe powołanie, a żar i gorące rytmy (oraz głębszych) przypomniały im, że wspólne tańcowanie to wielka radość. Do latynoskich rytmów
założył ogromne sombrero i przykleił wąsy. Jego taniec był momentami niebezpieczny dla innych, ale zdążyliśmy się nieco tego przyzwyczaić, poza tym na sali był lekarz. Nad bezpieczeństwem biesiadników czuwał przecież
, zastanawiając się czy po imprezie jego kolekcja preparatów powiększy się o nowe eksponaty. Na szczęście nie trzeba było nikogo ratować,
i
czuwali nad wszystkim. Żal mi tylko było chłopaków, bo zobowiązali się do trzeźwości. W końcu to jak misja.
Opary intelektu
Zaczynało świtać. Okoliczne ptaki, nieco wkurzone, że nie daliśmy im w nocy spać, zaczęły swój świergot. Impreza wciąż trwała i choć mimo zmęczenia, zaczął unosić się klimat intelektualny. z
rozprawiali o sfumato u Leonarda,
z
wymieniali się niuansami prawniczymi,
ze
przeszli na język filozofii, rozprawiając o Tomaszu z Akwinu, a
z
rozmawiali o… bardzo bym chciał rozumieć o czym, ale mogliby równie dobrze mówić po estońsku.
Wszyscy wyglądali jednak, jakby dobrze się bawili. Dziewczyny podjadały to, co zostało do zjedzenia, wymieniając co nowinkami dietetycznymi. okazała się niezłym głodomorkiem, chociaż jej figura wzbudziła zazdrość
.
zjadł ze smakiem całą cukinię, ale zostało mu to wybaczone, jak zawsze. Cieszyliśmy się, że chłopakowi smakuje. Na całe szczęście owoców i chleba było pod dostatkiem, wiadomo dzięki komu, a i sałatek z przedziwnie brzmiącymi składnikami typu topinambur, quinoa czy sumak nie zabrakło. Działo się jeszcze trochę, ale w tym zamieszaniu i ilości gości ciężko o wszystkich wspomnieć.
Dobranoc i dziękuję
Pierwsze promienie słońca otuliły wszystkich do dobrego snu. Gdzieniegdzie słychać było pochrapywania, ale to tylko znak dobrej zabawy. Na warcie został , który skrzętnie zapisywał w tabelach statystyki imprezowe, siebie jako ostatniego wpisując do rubryki, w której dodawał kolejno zasypiające osoby.
A gdzie był Leniwiec? Wisiał ssobie spokojnie na gałęzi, przytupując łapą i ciesząc się, że zebrał tak fajnych ludzi dookoła. Że oderwali się swych codziennych spraw i spędzili czas razem. Jedząc, pijąc, lulki paląc… Był wdzięczny, że jego drzewo przez chwię było i ich domem. Zasnął dopiero, gdy słońce było wysoko, marząc by świat był częściej tak ekstatyczny i radosny jak momentami ta impreza…
Peace and love 
Ten parautwór literacki ma charakter fikcyjny i mam nadzieję, że nikt nie poczuje się nim urażony, a wręcz odwrotnie. Jakoś tak wyszło, że wszyscy zapomnieliśmy aparatów i telefonów ;) Zdjęcia ilustracyjne zatem Pixabay. Raz jeszcze dziękuję wszystkim za wspaniałą zabawę! :)