Kiedy byliśmy na Lanzarote mieliśmy okazję spotkać się przypadkiem! z naszą rodziną. Siostra cioteczna mojego męża - Kasia -pracowała w biurze turystycznym i niestety przez swoje zbyt duże zaufanie zarezerwowała pochopnie swojej stałej klientce wycieczkę na Kanary bez wpłacenia zaliczki. Starsza pani zrezygnowała, a Kasia została z wycieczką. Mogła albo opłacić całość i nie jechać, albo skorzystać ze zniżki dla pracowników i pojechać. Wybrała drugą opcję, dzięki czemu spotkaliśmy się na drugim końcu świata.
Zaprosiliśmy ją wraz z mężem do naszego hotelu na kolację, a następnie poszliśmy na spacer po pobliskim deptaku, który prowadził do miasta.
Na drugi dzień wynajęliśmy auto i zaczęliśmy zwiedzać wyspę.
Byliśmy między innymi w Jameos Del Agua - to jedyne miejsce na świecie, gdzie żyją ślepe kraby albinosy.
Po wycieczce do jaskini wybraliśmy się na samą północ wyspy, gdzie zwiedzaliśmy miasteczko i wybrzeże.
Po drodze mijaliśmy piękne widoki.
Trzeciego dnia pojechaliśmy w przepiękne miejsce - Los Hervideros, czyli wrzące wybrzeża.
Akurat udało nam się przyjechać na zachód słońca.