Bardzo ciekawy artykuł, przeczytałam go z prawdziwym zainteresowaniem. Sama kocham książki, swego czasu były dla mnie jak nałóg. Teraz ze względu na czas wybieram audiobooki.
Tak gdzieś do ukończenia przeze mnie 30 roku życia przyklasnęłabym Twojemu tekstowi bez zastrzeżeń, od tamtej pory jednak sporo czasu upłynęło i nie ze wszystkim do końca się zgadzam. Na przykład z tym, że "oglądanie" jest pośledniejszą formą zdobywania wiedzy. Piszę choćby na przykładzie mojego starszego syna, który mając lat sześć potrafił dość dokładnie opisać odległe galaktyki i gwiazdy, opowiedzieć o znanej historii kosmosu i tak dalej. Potem przerzucił się na historię i został ekspertem od II Wojny Światowej... Jego ostatnim konikiem jest motoryzacja. Większość tej wiedzy ma do dziś w głowie i wciąż chłonie więcej. A nie znosi czytać książek! Jako ich miłośniczka ubolewałam nad tym dość długo, dopóki nie zauważyłam, ile wiedzy potrafi z powodzeniem czerpać z innych źródeł.
Można oczywiście domniemywać, o ile "uboższy" jest nie poznawszy fantastycznych dzieł literatury i nie ćwicząc umysłu w sposób, o którym piszesz. Lecz adekwatnie do tego mogłabym sobie czynić wyrzuty, że pozbawiam się obcowania na przykład z muzyką klasyczną, za którą nie przepadam. Ale zupełnie nie czuję się przez to uboższa.
Natomiast na pytanie
czy czytać warto?
odpowiadam: zawsze warto!
Pozdrawiam :)
RE: Bo tylko Żydzi czytają.