Duchy lasów
Od najdawniejszych czasów otaczano leśne ostępy i jego mieszkańców wielkim szacunkiem. Szczególną estymą Słowianie darzyli wilki, dziki i niedźwiedzie, doceniali zasoby leśne i wiedzieli, że należy z nich korzystać z umiarem. Ich podejście do natury odzwierciedlają istoty, które według tradycji ludowej zamieszkiwały dawne knieje.
Wilczy pasterz i słowiański ent
Na pierwsze miejsce wśród duchów leśnych wybija się leszy, opiekun lasu o wielu imionach. W zależności od regionu zwany był: borowym, borowcem, laskowcem, dziadem leśnym, wilczym pasterzem czy nawet Borutą. Przyjmuje się, że wyobrażenie leśnego diabła Boruty powstało stosunkowo niedawno, na skutek adaptacji pogańskich wierzeń i nadaniu duchowi leśnemu negatywnych, szatańskich cech. Być może dlatego też, w wielu ludowych przekazach przypisuje się leszemu niechęć do ludzi, złośliwość i czynienie szkód.
Leszy był opiekunem i strażnikiem lasu. Posiadał zdolności zmiennokształtne i wydawał dźwięki naśladujące odgłosy przyrody i zwierząt, dzięki czemu świetnie się kamuflował. Przyjmował postać ludzką o bladej twarzy, zaroście z igieł sosnowych i wzroście adekwatnym do wysokości drzew w jego lesie. Chętnie zmieniał się w zwierzęta - wilka, niedźwiedzia czy sowę, a nawet w wiatr.
Ludzie bali się leszego, ponieważ był kapryśny i często im nieprzychylny. Podobno miał w zwyczaju straszyć swych gości różnymi odgłosami, wodził ich na manowce, wystawiał zwierzętom na żer... Jako strażnik lasu dbał przede wszystkim o dobro zwierząt i drzewostanu, dlatego szczególnie drwale i myśliwi musieli mieć się na baczności i składać mu obfite ofiary ze zwierząt domowych i plonów.
Mniej znaną postacią związaną z lasem jest Dobrochoczy - duch pojawiający się w przekazach Słowian wschodnich. Opiekował się lasem i pomagał ludziom, jeśli nie szkodzili drzewom i zwierzętom. Niegodziwcy zaś musieli mieć się na baczności, gdyż potrafił być groźny. Wyglądem swym przypominał drzewo, a jego neutralne i z gruntu dobre usposobienie nasuwa skojarzenie z tolkienowskim entem.
W niektórych regionach Polski pojawia się w przekazach żeński odpowiednik ducha lasu - rusałka leśna, piękna dziewczyna o zielonych włosach, niebezpieczna szczególnie dla urodziwych młodzieńców zagubionych w leśnych ostępach. Ponadto lasy były zamieszkane przez szereg pomniejszych duszków i duchów, bardzo zróżnicowanych w zależności od regionu.
Duch gór - Karkonosz
W Polsce zwany powszechnie Liczyrzepą - od niemieckiego Rübemzal, choć językoznawcy mają uzasadnione wątpliwości, czy niemieckie określenie faktycznie pochodzi od słów Rübe - rzepa i zählen - liczyć.
Od czasów średniowiecza przedstawiany był pod postacią przypominającą jelenia, wzniesionego na tylnych nogach, wspartego na długim kiju. W późniejszych czasach wyodrębnił się inny jego wizerunek - siwy, brodaty starzec w długiej szacie stalowego koloru, podpierający się kosturem. Na swych usługach władca gór miał pomniejsze istoty zamieszkujące jego tereny: leśne rusałki, duszki i krasnoludki górnicze.
W podaniach ludowych pojawiają się także liczne diabły, biesy, czarty i inne złe duchy pilnujące zbójnickich skarbów lub snujące się wśród skał.
Ostatnimi czasy wizerunek Karkonosza wraca do szerszej świadomości mieszkańców gór - pojawiają się między innymi liczne rzeźby i pomniki (np. fontanna Karkonosza w czeskim Trutnowie czy pomniki Liczyrzepy w Karpaczu i Szklarskiej Porębie).
Stworzenia podziemne
Odkąd człowiek zaczął sięgać pod ziemię, po naturalne bogactwa ziemi, pojawiły się w jego wyobraźni kolejne istoty nadprzyrodzone. Kopalnie zasiedliły duchy strzegące skarbów ziemi, złe demony szkodzące górnikom i krasnoludki górnicze.
Krasnoludki
Kto ich nie zna! Obecny wizerunek zawdzięczamy tradycji niemieckiej, ale mieliśmy i własny, polski odpowiednik: ubożęta kuźnicze. Te maleńkie stworzenia w szarych spodenkach i kubraczkach z kapturem były przychylne ludziom i pomagały górnikom, choć lubiły im robić drobne psikusy.
Skarbnik
Jego postać pojawia się w przekazach ludowych dopiero w XIX wieku, jednak przyjmuje się, że połączył on cechy dobrych i złych duchów z dużo wcześniejszych wierzeń. Skarbnik był opiekunem i władcą kopalni, postacią niejednoznaczną, choć częściej nieprzychylną ludziom. Był także panem krainy zamieszkałej przez dusze górników, którzy zginęli w kopalni.
Przedstawiany był jako starzec z długą i siwą brodą, w lnianym odzieniu, czasem pod postacią górnika lub istoty niematerialnej.
Demony polne
Południca, przypołudnica, żytnia baba...
jeden z najbardziej rozpowszechnionych demonów w tradycji ludowej Słowian. Powszechnie wierzono, że południca pojawia się na polach w okresie od kwitnienia zbóż do żniw, po czym schodzi pod ziemię i zapada w sen, stąd przypuszczenie, że jej rodowód sięga pogańskiego kultu cyklu życia i śmierci w przyrodzie. W późniejszym czasie postać ta nabrała naleciałości chrześcijańskich - uległa demonizacji i zasiliła szeregi złych duchów szkodzących ludziom.
Wierzono, że południce były duszami młodych dziewcząt, zmarłych tuż przed własnym ślubem, ale nie tylko. Tak jak w przypadku dosłownie wszystkich opisywanych istot, zarówno ich wygląd jak i pochodzenie jest bardzo zróżnicowane w zależności od regionu. Dominującym wyobrażeniem była wysoka, chuda i blada kobieta, odziana w białe szaty, często wyposażona w sierp. Pojawiała się na polach koło południa i stanowiła śmiertelne niebezpieczeństwo dla pracujących o tej porze ludzi. Na baczności musiał się mieć ten, kto wypił za dużo alkoholu lub zmęczony zasnął w pełnym słońcu. Południca zsyłała bóle głowy, niemoc, poparzenia i śmierć, szczególnie groźna była dla dzieci pozostawionych bez opieki. Lubiła też dusić, łaskotać, odciągać śpiących i pijanych w leśny gąszcz, straszyć i przeganiać ludzi z pola. W tych wierzeniach przebija bardzo zdroworozsądkowe podejście ludzi do pracy w pełnym słońcu, strach przed południcą chronił ich przed udarem słonecznym. W późniejszym okresie, gdy te wierzenia zanikły, południcą straszono dzieci, by powstrzymać je przed plątaniem się po polach w największe upały.
Na kilka słów zasługuje...
polewik,
uważany za męski odpowiednik południcy. Rozpowszechniony w wierzeniach naszych wschodnich sąsiadów, w polskiej tradycji występował raczej sporadycznie. Był to mały, pokraczny stwór o brodzie z kłosów zboża, dający się we znaki ludziom podobnie jak południca. W czasie żniw uciekał przed sierpami chowając się w ostatnim snopku zboża, który zabierano z ostrożnością do stodoły, by polewik mógł przetrwać zimę.
Tyle na dziś - pomimo najszczerszych chęci nie wyczerpałam tematu. Zza mojego ramienia wygląda niecierpliwie domowik, czekając na wzmiankę o sobie, a licho czyha za rogiem wraz z całą zgrają demonów domowych i zagrodowych. Kilka typów spod ciemnej gwiazdy już ostrzy sobie pazurki, obawiam się więc, że nie uniknę napisania kolejnej, mam nadzieję ostatniej części serii o demonach słowiańskich. Do następnego!
Materiały tekstowe:
książki:
Leonard J. Pełka, Polska demonologia ludowa
Aleksander Gieysztor, Mitologia Słowian
artykuły:
https://slowianskibestiariusz.pl/bestiariusz/
https://www.slawoslaw.pl/demony/
grafiki:
nr 1: Leszy, By Н. Н. Брут, Magazine «Leshy» [Public domain], via Wikimedia Commons
nr 3: Najstarsze wyobrażenie Liczyrzepy (1561 r.) na mapie Śląska Martina Helwiga, domena publiczna
nr 5: Polevik, by Ivan Bilibin [Public domain], via Wikimedia Commons