Jednym z powodów dla których uważam się w życiu za szczęściarza jest fakt, że dane mi było studiować w ośrodku akademickim gdzie praktycznie drzwi w drzwi mieściły się uczelnie humanistyczne i artystyczne - plastyka i muzyka. Poznałem wielu niesamowitych ludzi z kierunków artystycznych. Do dziś mam ich prace na ścianach w domu i ilekroć na nie spojrzę zawsze się uśmiecham. Nie wiem ile nocy zarwałem na studenckich imprezach i nocnych "polaków rozmowach" przy piwie i taniej wódce, kiedy przychodziła sesja i nocą ludzie robili odbitki grafik suszone suszarkami by były gotowe na poranne zaliczenie. Wiem jednak, że zawsze będę zazdrościł im tej wrażliwości w spojrzeniu na otaczającą nas rzeczywistość i tej umiejętności przedstawiania jej w niekonwencjonalny, niejednokrotnie kontrowersyjny ale zawsze inny niż poprawność polityczna i społeczny kanon sposób. Na zawsze pozostanie to dla mnie czystą magią. Nie tylko dlatego, że tworzone przez nich prace były żyły własnym pięknem, były oryginalne i niepowtarzalne bo w akcie młodzieńczego buntu przeciw kanonom sztuki łamali zasady stawiając na własną wizje tego co chcieli przekazać. Głównym powodem mojego zachwytu nad ich sztuką był to, że za jej pomocą potrafili oni pomagać innym w szerokim otwieraniu oczu na otaczający nas świat jak również tym, że tą sztuką leczyli oni tych, którzy wrażliwi i wycofani mogli znaleźć w niej spokój, ukojenie dla szalejących zmysłów i bezpieczną przystań w materialistycznym świecie, który ich nie rozumiał. Ilekroć widziałem uśmiechnięte dzieci, malujące palcami kolorowe bohomazy na warsztatach terapeutycznych tylekroć czułem olbrzymią wdzięczność dla ludzi sztuki, którzy poświęcali swój czas i dzielili się swoją wiedzą by za pomocą kolorowych farb, kredek, plasteliny, gliny czy też gipsu zabierać dzieci w magiczny świat, którego granice ograniczała jedynie ich wyobraźnia.
I przychodzi taki dzień kiedy kolega plastyk podrzuca mi artykuł prasowy w którym czytam, że w jakieś wiosce dzieci w ramach promocji regionu namalowały mural - kolorowego koguta. Kogut nie spodobał się lokalnemu proboszczowi, który określił go jako symbol największej zdrady i fałszywości... Okazuje się, że dzieci same zaproponowały koguta ponieważ wyszły z założenia, że Pcim w którym mieszkają to wieś i co rano budzi je pianie koguta. Kolejna rzecz jaka nie spodobała się proboszczowi to wsparcie projektu przez walczącą o prawa człowieka fundację "Klamra". Kiedy z ambony poleciały oskarżenia o wspieranie aborcji, LGBT i wikłanie w to dzieci, które wykonały mural sprawa zrobiła się na tyle głośna, że doszło do konfrontacji z proboszczem i organizatorów akcji. Okazało się, że proboszcz nic nie wie o tym projekcie, nie czytał o nim w lokalnych mediach, nie wysilił się również by zapoznać się z informacjami na jego temat na stronie internetowej projektu.
Głos rozsądku przyszedł z biura prasowego krakowskiej kurii, które słowa proboszcza określiły: Ta wypowiedź to indywidualna interpretacja księdza proboszcza. Trudno nam to skomentować, ponieważ nie wiemy, co właściwie ksiądz miał na myśli.
Daleki jestem od osądzania czy fundacja "Klamra" wykorzystała projekt muralu do promowania tolerancji w stosunku do osób ze środowisk LGBT czy też praw człowieka. Kiedy ja patrzę na tę pracę to ma ona dla mnie taką wymowę i potrafię zrozumieć, że może budzić kontrowersje.
Jednakże każdy z nas ma prawo do własnego zdania i własnej interpretacji tej pracy... Również proboszcz.
Rzecz jednak w tym, że mój znajomy artysta powiedział mi, że boi się teraz przynieść na zajęcia, które prowadzi w szkole z plastyki, koła barw... Obawia się, żeby nie okazało się, że ktoś oskarży go o promowanie wśród młodzieży środowisk LGBT... i wyleci z roboty.
Rozumiem go. Sam po ostatnich wydarzeniach takich jak palenie tęczy, agresja fizyczna w stosunku do ludzi idących w marszach równości i przyklaskiwanie tej agresji przez kościół katolicki oraz partię rządzącą, obawiam się eskalacji przemocy. Jadąc ostatnio autostradą A2 pod Kościelcem przez podświetlony przez halogeny tęczowy wiadukt złapałem się na myśli "kiedy go wysadzą za promowanie LGBT"...
Jestem przerażony tym, że ta nagonka na wszystko co kolorowe i narzucanie ludziom jak mają kolory interpretować ryje nam głowy. Sam mimowolnie stałem się jej ofiarą...
Czy naprawdę doszliśmy już tak blisko skraju urwiska?
Czy dojdzie do tego, że rysowanie kolorową kredą na chodnikach będzie ścigane z urzędu a paczka kolorowych, świecowych kredek będzie do kupienia tylko na czarnym rynku podobnie jak zestaw farb plakatówek? Czy puszczanie kolorowego latawca w miejscu publicznym np. na plaży będzie uznawane za promowanie środowisk LGBT? Ironizuję oczywiście ... ale to bardzo gorzka ironia.