Jest to zmodyfikowany post z przed roku, postanowiłem go dodać z dodać ponownie z dwóch powodów, pierwszym jest nowo powstały tag pl-paranormalne. A po drugie zapomniałem dodać kilka szczegółów do mojej krótkiej opowieści.
Pewnego razu, wdaje mi się że był 2008 albo 2009 rok ale bardziej myślę że 2008. Byłem wtedy z wujkiem w Lublinie na żużlu.
Gdy wróciłem wieczorem do domu wujka było wszystko w porządku, zostałem na noc by rano wrócić do siebie do domu.
Kiedy rano obudziłem się zdarzyło się coś dziwnego , co do tej pory nie rozumiem, byłem przebudzony od dobrych 10 minut, gdy spojrzałem na stary obraz religijny wiszący w pokoju jego prawa część zniekształciła się w dziwną twarz bez nosa i usłyszałem wtedy głęboki śmiech z pogłosem echa takim jak można uświadczyć będąc w jaskini, brzmiał diabelnie, był podobny do śmiechu jaki można wykonać w modulatorze głosu. Nikt nie posiadał u Wujka ani komputera czy telefonu z takimi rzeczami więc technologia odpada.
To nie jest ten obraz ale był bardzo podobny i mniejszy. Tak mniej więcej wyglądała ta twarz, była umiejscowiona po prawej stronie obrazu.
Najważniejsze jest to że już po tym wydarzeniu nie zasnąłem co znaczy że to nie był sen. Obraz po chwili wrócił do wcześniejszego wyglądu. Śmiech również zamilkł. Nigdy się tak nie bałem, pamiętam że cały się trząsłem. Pamiętam że zacząłem wołać babcię która mieszka z wujkiem, ale wyszła do sklepu i zostałem z tym sam do czasu aż wróciła. Naprawdę dziwna sytuacja i dość niepokojąca. Do dzisiaj ten obraz wisi i lęk odczuwam, gdy go widzę.