Witam!!! Dzisiaj przedstawię wam jak przebiegał drugi mój wczorajszy sen, miał się on znaleźć we wczorajszym poście ale uznałem że wyjdzie za długi i robię osobny post. Zapraszam!!!
Wczoraj rano we wczesnych godzinach, wydaje mi się że mogła być już 5.00 rano usłyszałem że grzmi za oknem. Na początku myślałem że to co innego ale z czasem grzmoty narastały było więcej wyładowań. Jakieś pół godziny później zasnąłem i zgadnijcie co się stało. Rzeczywistość przerodziła się w sen.
Mój sen rozpoczną się od wstania z łóżka, wykonywania podstawowych czynności po wstaniu. W ten dzień miałem w rzeczywistości sadzić ziemniaki, sen to podłapał i skupił się na tym, ponieważ w śnie przyszła mama i mówiła że zaraz idziemy sadzić. Ja jednak czułem że nadchodzi burza, coś wisi w powietrzu, jako że mam lęk do burzy nawet w śnie mi się on udzielał. Gdy wyszedłem przed dom zobaczyłem na niebie Zbitą kulę z błyskawic która miotała pioruny we wszystkie strony, już po tym wiedziałem że nie ma opcji żeby dzisiaj sadzić kartofle, realnie bałem się o własne bezpieczeństwo.
Nadszedł czas robienia kanapek na śniadanie. Mówię do mamy nie ma sensu narażać życia dla ziemniaków posadźmy je innego dnia gdy burzy nie będzie, lecz uparcie była przy tym żeby iść na pole. Jednak po chwili pojawił się ulewny deszcz, po którym mama ostatecznie zrezygnowała. Pamiętam ostatecznie jak powiedziałem do niej takie słowa "i co mówiłem że będą nici z sadzenia, czasem przyznaj mi rację jak coś powiem". Potem sen się urwał, trwał około godzinę realnego czasu od 5.30 do 6.30. O godzinie 9.00 poszedłem w pole i nie było burzy przez 6 godzin ręcznie z mamą posadziliśmy sporo ziemniaków.
gdybym miał interpretować sen powiedział bym że chciał mi przypomnieć że sezon burz właśnie się rozpoczyna i mam na siebie uważać, szukać schronienia gdy burze nadejdą.
Dzięki za poświęcony czas, jutro może post z jakiegoś starszego snu, albo coś całkiem innego. Do jutra.