-Dlaczego pan się uśmiecha? - zapytała cicho nim zgasły światła zwiastujące rozpoczęcie seansu.
-Właśnie sobie wyobraziłem pewną sytuację. Między nami. W zasadzie nawet bardziej przypomniałem sobie, gdyż to marzenie prześladuje mnie od dłuższego czasu.
-Między nami?
-Tak, między nami. Między Tobą a mną.
-Od kiedy jesteśmy na "Ty"? - nadąsała się wzburzona, uroczo wydymając usta.
-W zasadzie to od zawsze, choć masz prawo o tym nie wiedzieć.
-Jak to?
Na jej twarzy malowało się coraz większe zdziwienie, pomieszane z rosnącą ciekawością. Nieco zbyt nerwowo przełożyła nogę na nogę i poprawiła spódniczkę.
-Nie zdążyłem Ci powiedzieć. Może uznałem, iż nie ma potrzeby. Wydaje mi się, że mimo wszystko wiesz.
-O czym Pan mówi?
Jej głos wyrażał udawane wzburzenie, ale w oczach igrały figlarnie iskierki zainteresowania.
-Choćby o tym, że pewnego dnia będziemy tu siedzieć tak jak teraz, a Ty dla odmiany nie powiesz ani słowa. Po prostu delikatnie uniesiesz biodra, zsuniesz z nich bieliznę i patrząc mi głęboko w oczy, włożysz mi ją do kieszeni marynarki. Po czym wyjdziesz ostentacyjnie stukając obcasami w trakcie seansu, a ja odprowadzę Cię wzrokiem do samych drzwi. I będę się zastanawiał, jak to możliwe że tak długo na siebie czekaliśmy, że przecież można było zacząć już dziś. Tu i teraz, w tym kinie.
-Interesująca fantazja, ale ja nigdy nic podobnego nie zrobię. Powinnam Panu dać w twarz.
Tembr głosu miała równie niespokojny jak oddech. Usiłowała nad sobą zapanować, ale daremnie.
-Dziś nawet nie mam marynarki, więc nie musisz się obawiać. Po drugie, ten film nie jest tak dobry, bym go oglądał kolejny raz.
-Więc po co Pan przyszedł po raz kolejny na ten sam seans?
-Czekałem na Ciebie.
-Na mnie? - nieomal wykrzyknęła na całą salę, a w jej głosie brzmiała tłumiona nieudolnie ekscytacja.
-Na Ciebie Wariatko. Następnym razem będę w marynarce. I wybierzemy lepszy film. Miłego seansu. Dobranoc.
Uśmiechnąłem się do niej zostawiając wizytówkę na fotelu i skierowałem kroki do wyjścia z sali, nie oglądając się za siebie. Wychodząc obróciłem głowę w momencie, gdy chowała do torebki kawałek papieru z moim numerem telefonu.
"Odgrywanie macho ci nie służy stary. O mało nie przypłaciłeś tego zawałem." - powiedziałem do siebie w myślach - "Ale kiedyś oboje będziemy się z tego śmiać".