Czy tylko ja niejednokrotnie wyobrażałam sobie moje istnienie w ulubionym fikcyjnym świecie?
Może po prostu jest ze mną wiele rzeczy nie tak. W końcu kto normalny rozmawia sam ze sobą niemal każdego dnia?
Czasami wydaje się to być ucieczką od problemów. No wyobraź sobie... chociaż we własnej głowie możesz mieć wszystko czego chcesz. W rzeczywistości trzeba na to pracować a nie każdemu się chce. Niektórzy nie mają możliwości. Jaki człowiek, takie wyjaśnienie.
Trochę taka bezpieczna strefa granicząca z szaleństwem.
Sam siebie będziesz wyzywał wyobrażając sobie, że życie jest idealne? Ja bym takich rzeczy nie psuła chociaż to zwykłe tworzenie marzycielskiej bańki.
Nie ma ideału czegokolwiek a w tej bańce żyć nie można. Trochę szkoda, bo niektóre wyobrażenia zawierają interesujące "przygody".
Poważnie mówiąc... choć to niepoważny temat.
Od piątego roku życia prowadziłam dialogi sama ze sobą. Głównie po niemiecku, odpalając wizualizacje wracając ze szkoły i na przykład walcząc ze złem.
Idzie sobie taki mały pulpet i śmieje się do siebie wymachując rękoma albo atakując powietrze patykiem.
Nie mówię, że wiele się zmieniło. Teraz zazwyczaj konwersuję grając w gry. Osoba z zewnątrz bez problemu stwierdziłaby, że chyba za mocno kiedyś upadłam na głowę.
Ale o co mi tak naprawdę chodzi?
Wiele jest ze mną nie tak. Z każdym człowiekiem.
A ja najzwyczajniej uwielbiam scenariusze tworzone przez moją wyobraźnię.