Kiedy zaczęłam go odkrywać, nie miałam pojęcia że tak się nazywa. Samo słowo poznałam później, patrząc cudzymi oczami na Wschód.
Płaj prowadzi w góry, oto rzecz którą z całą pewnością można o nim powiedzieć. Jeśli chcielibyście dotrzeć do źródła tego słowa, trzeba by było sięgnąć w pisma Stanisława Vincenza, piewcy Huculszczyzny, krainy rozkładającej się w Karpatach Ukraińskich. Ja tam nie sięgałam, zadowoliłam się mglistym nieco zdaniem które rozpoczyna ten akapit. Płaj prowadzi w góry.
Kilku(nasto) letnia dziewczynka wbiegała często na pobliską górę. Wchodziła asfaltem, było stromo. Czasami wjeżdżała rowerem. Z góry, kiedy powietrze było przejrzyste roztaczał się widok na sporą dolinę rzeczną. A za nią pagóry, które przekształcały się w góry; obłe, zalesione, niektóre łysawe. Poprzecinane dolinami rzek, potoków. Za nimi, jeśli widoczność była dobra i wytężyło się wzrok, rysowała się ostra grań.
O, jak ja wtedy chciałam bardzo wiedzieć na co patrzę. Jak się nazywają te wzgórza, co to za ostre szczyty. Jakie drogi prowadzą ich masywami. To wszystko było tak magnetyczne i odległe. Było zawsze coś, co spychało, coś co sprawiało, że płaj pozostał marzeniem.
Na Płaj wdepnęłam, jak to zwykle z dobrymi rzeczami bywa, zupełnym przypadkiem, w pewien czerwcowy, upalny weekend, w pierwszych godzinach lata. Bez najmniejszego, najbledszego pojęcia o tym, co właśnie się wydarza...