Ten zespół to legenda polskiego rocka. I to dosłownie. Mało jest takich grup muzycznych, które po niemal 40 latach funkcjonowania wciąż wyprzedają „Spodek” i cieszą nowe grono odbiorców. Zespół „Kult” ciężko zapracował sobie na to co dziś posiada, a posiada naprawdę sporo. Jeżeli są takowi, którzy nie znają jeszcze dokonań Kazika i spółki (zwłaszcza nieco młodsi :) ) to zachęcam do mojego co tygodniowego rozważania na temat pięciu przebojów od których warto zacząć słuchać danego artystę. Oczywiście problem z „Kultem” polega na tym, ze wybór jest bardzo trudny. Lista przebojów wypełnia spokojnie kilku godzinny koncert, ale spróbujmy. Zatem od czego warto zacząć słuchać „Kultu”? Pięć subiektywnie wybranych hitów!
1. Arahja (z płyty „Spokojnie”). Ten utwór ma siłę z prostej przyczyny. Jest ponadczasowy. O tym, w jakich coraz mocniej podzielonych społeczeństwach żyjemy jest kawałek. Niezwykle hipnotyzujący, rozkręcający się bardzo powoli, ale mający w sobie niezwykłą moc i pierońsko mocne przesłanie. Członkowie „Kultu” uważają, że to ich największy przebój i wcale im się nie dziwie. Piękny tekst, piękne przesłanie!
2. Polska („Posłuchaj to do ciebie”). Jeżeli bywacie na koncertach Kultu” to wiecie – „Polska ryczy pół Sali”. No tak – opowieść o zasyfionym PRL-owskim dziadostwie państwie do dziś chwyta za serce. Długo wielu się identyfikowało z tym „dworcem w Kutnie”. Sam utwór ma mocny bas, który potęguje napięcie i znakomite tempo. No i po raz kolejny Kazik udowodnił, że w opisywaniu złych rzeczy, które mają miejsce w naszym państwie na przełomie lat 80 i 90-tych nie miał sobie równych
3. Baranek(„Tata Kazika”). Wielkie zaskoczenie. Kazik odkrył swojego Tatę, Stanisława, który tworzył w latach 50-tych i 60-tych. Który tworzył przepiękny opis tamtych czasów. Baranek to nieziemsko liryczny opis pewnej kobiety, co plotki rodziła. A także znakomite aranżacja i wielkie przypomnienie czym charakteryzowała się ówczesna epoka. Ma też bardzo imprezowy potencjał, co mieszkańcy akademików sprzed 20 lat chyba potwierdzą :)
4. Komu bije dzwon („Ostateczny krach systemu korporacji”). Mój chyba ulubiony utwór Kultu. Przepiękne memento dla członka zespołu „Szczoty”. W utworze znakomicie uchwycono przemijanie, to co znaczymy i z czym się rodzimy. No i co po nas tak naprawdę zostaje. Ten utwór jest wyciszony, nawet solówka pięknie, bez specjalnego szoku się słucha. Delikatnie. I smutno.
5. Historia pewnej miłości (Muj Wydafca”). Niby utwór mało znany, ale trzeba przyznać, że jak poznałem kumpla, również fana Kultu to pierwsze co to wymienił właśnie ten. Dlaczego? No przecież to jest znak firmowy tego artysty. Umiejętność wcielenia się w kogoś zupełnie innego niż artysta i napisanie tekstu pod jego słownictwo i styl bycia. Tutaj obserwator śpiewa o trudnej miłości kogoś z naprzeciwka klatki schodowej. A jest to mocne wyznanie.