To było olbrzymie zaskoczenie. Zespół Myslovitz nagrał po raz drugi z rzędu (po „Rozmyślań przy śniadaniu”) płytę, która rozwaliła system. „Miłość w czasach popkultury”. Co w niej jest takiego, że pamiętamy ją i cenimy do dziś? Postaram uruchomić mój umysł i odpowiedzieć w kilku punktach.
1 . Lata 90-te to ostatni etap rozwoju rocka. Na topie było wówczas kilka trendów (m.in. grunge, brit pop). Nikt nie przypuszczał, że w następnej dekadzie będzie już gorzej, a w 2018 roku zaczną plajtować producenci gitar. Myslovitz to była fajna banda chłopaków, którzy wiedzieli co na świecie w trawie piszczy i dlaczego warto się temu dobrze przysłuchiwać.
2 . To nie byli durnie. Zespół stanowił kolektyw naprawdę ciekawych ludzi, którzy chcieli dać swoją twórczością dużo oryginalności. Nie chodziło tylko o to, jak sugerowali niektórzy dziennikarze, by po raz kolejny skopiować pewną myśl z zachodu. Ale uzupełnić ją naszym klimatem. Nie każdy zespół wówczas debiutujący lub stawiający pierwsze kroki to potwierdzał. Niektóre kapele z potencjałem oddały się „szpecom od marketingu” i niestety umarły dość szybko.
3 . Skromność. Mieli już przeboje na koncie. Ale to właśnie ta płyta miała pokazać wszystkim „TO JESTEŚMY MY”. I tu moja mała prywata. Poznałem p. Artura Rojka pół roku przed wydaniem (krótka rozmowa) płyty. Chciał by jeden z filmowców zrobił mu klip. Nic z tego nie wyszło, ale ta kultura osobista frontmana zespołu zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. Tym bardziej, że był to czas, gdy coraz częściej w mediach zaczęto pokazywać kretynów. Fajnie to wyglądało i mam wspomnienie do dziś.
Koncert zespołu Myslovitz w katowickim Mega Clubie w 2007r. Autor: Lestat (Jan Mehlich)
4 . Autentyczne przeboje. Ta płyta to 12 kompozycji. 12 wspaniałych opowieści, w których jest jasno zaznaczony podmiot liryczny, gdzie czuć eksperymenty zarówno wokalem, jak i całym sprzętem muzycznym. Każdy z nich tak naprawdę to niezwykła muzyczna przygoda.
5 . Ta płyta miała naprawdę świetną promocję. Utwór „Długość dźwięku samotności” stał się chyba do dziś „kilerem radiowym”. Doskonale wsparta została także przez… TVP. W programie młodzieżowym „Rower Błażeja” single z niej grano dość długo. Dziś to nie wykonalne, bo programy młodzieżowe w TVP nie istnieją, a w ich miejsce są telenowele tureckie. Ale wtedy…
6 . Płyta miała wielkie szczęście. Już wówczas raczkowało mp3, ale nie przeszkodziło to sprzedać „Miłości” w 150 tysięcy egzemplarzach. To sporo, a warto dodać także, że zespół znakomicie wywiązywał się z ustaleń koncertowych. Mimo, że stał się gwiazdą pierwszego tłoczenia, wcześniejsze koncerty i tak były w cenie ówczesnych 12 – 14 złotych (mówię o moim mieście)
Artur Rojek podczas koncertu na Rzeszowskich Juwenaliach (maj 2006), autor: Kubakocoj
7 . Znakomite teksty. Zarówno otwierający „Chłopcy” (tutaj aż się prosi o porównanie z Hip-Hopowym opisem „życia”) jak i zamykający utwór „Zmiana” pokazują jak dużo może wnieść zaskakująca, choć pozbawiona wulgarności liryka. Na całej płycie nie ma ani jednego wulgaryzmu. Rozważania przypominają podróż w głąb duszy członków zespołu, którzy znają się na popkulturze i potrafią za pomocą swojego zespołu opowiedzieć o niej zarówno posługując się nadzieją, jak i dużym niepokojem.
8 . Utwory z płyty znakomicie wypadały na koncertach. Identyfikacja fanów z twórczością zespołu dała dużo przeżyć podejrzewam, że zarówno zespołowi, jak i tym, którzy kupowali bilety. Uczestniczyłem w kilku koncertach i to musi być satysfakcja, gdy całą płytę śpiewają z wokalistą…
9 . Polski rock w tamtym czasie pilnie potrzebował sukcesu. Po prostu dojrzała już generacja wywodząca się z czasów Jarocina. Przekroczyli 40-stkę i potrzeba było nowej krwi. I Myslovitz bardzo w tym pomógł. Brak debiutantów i przerzucenie się wówczas młodych na Hip-Hop mocno polskiemu rockowi zaszkodził . I znalazł się zespół który ma doświadczenie i potrafi mówić językiem młodych. Tych młodych, których jeszcze nie dotyczyło to, że ich dzieci "wyjechały na wakacje".
Zespół dziś jest na zakręcie, kilka lat temu odszedł od nich Artur Rojek, teraz następny wokalista. Szuka pomysłu na siebie. Trzymam kciuki, bo to naprawdę kawał młodości dzisiejszego pokolenia 30/40 latków.