Fanatyzm
religijny jest wielkim problemem tego świata. Nic tak nie wypatrza
przesłania duchowego jak nawiedzony, zmęczony życiem tłum, który
wie lepiej niż spokojne centrum. Takich przykładów na całym
świecie mamy całe mnóstwo – radykalny islam, nacjonalistyczne
zapędy pokojowych hindusów czy też choćby radykalizm niektórych
środowisk katolickich dają do myślenia na temat współczesnych
tańców wojennych. Ale jak spojrzeć na ten problem z czysto
ludzkiej perspektywy?
Jak zbadać w jaki sposób otoczenie radykałów na nas wpływa?
Doskonałym przykładem jest nowa produkcja Netflixa pt.
„Unorthodox”.
Opowiada
on historię dziewczyny, która miała marzenie zostać muzykiem i
ucieka z zamkniętej, rządzącej się swoimi prawami ortodoksyjnej
grupy żydów zamieszkującej brooklińską część Nowego Jorku.
Serial
dzieli się na dwie części. Tę „berlińską”, gdzie uciekła
nasza bohaterka i dla
widza dużo ważniejszą nowojorską. To
tam oglądamy ostracyzm dla każdego , kto jest inny. To tam
dowiadujemy się, jak osoby, które chcą odejść są traktowane. I
w końcu patrząc na naszą bohaterkę budujemy nasze przekonanie, że
jest nam jej tak po ludzku żal. Naznaczono ją, odcięto od świata.
I dano jedną rolę: masz szybko wyjść za mąż, za gościa,
którego ci wskażemy i urodzić mu dzieci. Brzmi jak średniowiecze?
A to wszystko dzieje się do dnia dzisiejszego za murami naszych
sąsiadów. Nasza bohaterka się buntuje. Ale większość z osób
zamkniętych w tego typu społecznościach takiej odwagi już nie ma.
Na serwisie „Anonimowe wyznania” kilka dni temu ukazał się post.
Przeczytajcie.
„Jestem
świadkiem Jehowy. Urodziłam się i wychowałam w mocno wierzącej i
konserwatywnej rodzinie (mój ojciec jest starszym zboru). Od
zawsze czułam się gorsza. Szczególnie od mojego brata, któremu
wolno było dużo więcej. Mnie zawsze kontrolowano - jak się
ubieram (oczywiście kobiety mogą nosić tylko spódniczki, ale nie
krótsze niż za kolano), z kim się spotykam, co czytam czy co robię
w szkole. Moje życie to pasmo ciągłych zakazów i nakazów. Nie
spotykaj się ze światusami (nie świadkami Jehowy), nie czytaj
tej książki, bo porusza zakazane tematy, podważaj ewolucję, nie
wstawaj do hymnu Polski, chodź po domach i manipuluj ludźmi, bądź
uległa i słuchaj się mężczyzn - ojca i brata. Nawet urodzin nie
możemy obchodzić. Do tego w tym roku piszę maturę i dostałam
kategoryczny zakaz pójścia na studia. Ojciec dobitnie mi przekazał,
że najlepiej jakbym szybko znalazła męża (oczywiście świadka) i
zajęła się rodziną, czyli powołaniem kobiety. Mam
tego dość. Z jednej strony chcę się wyrwać, ale z drugiej nie
chcę tracić większości rodziny i znajomych. Chciałabym też
wyrwać rodziców z tego szaleństwa, wiem, że nie są złymi
ludźmi, a po prostu zmanipulowanymi. Mam już po prostu dość.
Wybierając wolność, stracę bliskich. Dłużej już tak nie mogę,
myślę o oficjalnym odejściu i wyjechaniu do innego miasta.
Strasznie się jednak boję, że sobie nie poradzę. Może lepiej
poudawać jeszcze trochę i nacieszyć się czasem z rodziną i
przyjaciółmi?”
Nasza
główna bohaterka się przełamuje. Ucieka, ale ma do kogo. I co
ważne ma wybór. Rozumie, że musi się poświęcić dla pewnych
rzeczy. Co będzie z nią dalej? Tu trop serialu się urywa. Ale
trzymamy za nią kciuki.