Źródło: mbc.malopolska.pl
"”Kto wywołał, spowodował, sprowokował Powstanie Warszawskie? Mój Boże! To takie proste. (...) Rosyjska policja [Milicja] polityczna nie mogłaby tak łatwo rządzić Polską, gdyby Warszawa żyła, gdyby nie była umarła. Warszawa była węzłem nerwów naszego narodu, rządzących jego siłą, odpornością, organizacją. Zniszczono ten węzeł nerwów, aby cały organizm sparaliżować. Sowietom zależało na zniszczeniu Warszawy, a tak się pomyślnie dla nich składało, że dla tego zniszczenia nie trzeba było używać sowieckich armat ani pocisków. Od czegóż patriotyzm polski! Jest on wielki i wspaniały. Polacy to najbardziej patriotyczny naród w Europie. Ale patriotyzm polski ma właściwość bezrozumnego dynamitu. Wystarczy do niego przyłożyć zapałkę prowokacji, aby wybuchł. Na kilka dni przed wybuchem powstania PAL, tzn. Polska Armia Ludowa, nieliczne zresztą zbiorowisko prosowieckich elementów, nadziana wywiadem sowieckim, rozlepiała na murach Warszawy afisze donoszące, że dowództwo Armii Krajowej stchórzyło, i wzywające do wybuchu powstania. Prasa PPR i Armii Ludowej, organizacji komunistycznych w Warszawie, od kilku miesięcy wzywała Warszawę do powstania.Wreszcie najbardziej oficjalne źródło, bo radiostacja imienia Kościuszki, narzędzie polityki sowieckiej w stosunku do Polski, wzywało do powstania jeszcze w wigilię jego wybuchu. Oto tekst odezwy nadanej przez radiostację Kościuszki 30 lipca 1944 roku, czyli w przeddzień powstania: “Warszawa się trzęsie od huku armat. Wojska sowieckie idą naprzód i dochodzą do Pragi. Przynoszą nam wyzwolenie. Niemcy, gdy będą wyrzuceni z Pragi, będą starali się wszystko zniszczyć. W Białymstoku niszczyli wszystko przez 6 dni. Zamordowali tysiące naszych braci. Musimy zrobić wszystko, aby uniknąć tych okropności. Ludu Warszawy! Do broni! Cała ludność powinna się zgrupować dokoła Narodowej Rady i armii podziemnej. Atakujcie Niemców! Pomóżcie Armii Czerwonej przejść Wisłę. Milion mieszkańców Warszawy niechże będzie armią miliona ludzi walczących i niszczących niemieckich najeźdźców." Zwróćmy uwagę na specjalnie widoczne intencje prowokacyjne. Oto odezwa nie wymienia Armii Ludowej, tzn. organizacji związanej z radiostacją Kościuszki wspólnym czynnikiem dyspozycyjnym, ale wymienia armię podziemną, innymi słowy ma na myśli zaapelowanie do elementów podwładnych Armii Krajowej, jako najliczniejszych."
Stanisław Cat-Mackiewicz, “Lata Nadziei. 1939-1945”
Powiedzmy sobie w pewnych rysach, to Powstanie musiało być wierzchołkiem góry lodowej współczesnych losów Polski. I to okupowanej od Wschodu (Wołyń, Podole, Lubelszczyzna, Podlasie) ze strony Sowietów, i tej okupowanej z Zachodu ze strony niemieckiej (Zachodnie Pomorze, Wielkopolska, Zielona Góra, Dolny Śląsk, Śląsk Cieszyński, Bytomski). Mnóstwo harcerzy, wojsk zaciężnych, starców wraz z młodymi ludźmi, którzy ledwo nie dorośli do godności żołnierzy AK czy ZWZ - czołgi, transportery, armatohałbice, Liberatory, przejęte Kubusy i Jagdpantzery. Biegający ze stenami ludzie po lekkim przeszkoleniu, z pepeszami starsi rangą, AK-47 i maszynówki, chora Warszawa w blasku mozdzierzy, pocisków dalekiego zasięgu czy w płomieniach podpalonych napalmem budynków. Mnóstwo strat moralnych i duchowych ciągnących się do dziś, szczególnie tych moralnych - w zbilansowanej treściwie proporcji z duchowymi.
Poezja, manifesty, oraz eseje, tony papierów i kalek słów wyrażanych lirycznym żargonem, językiem semantologów i znaczeniem (tu ryzykuję wiarygodnością mojego wywodu) ikonoklastów.
Nieważne, czy to powstanie było dziełem prowokacji czy zwykłego fatum, losu, przeznaczenia. Czy to było dzieło lewicowych, czy prawicowych działaczy, myślicieli, akademików. Czy to była sprawnie zorganizowana akcja dywersyjna stworzona przez służby zagraniczne, czy normalnych, rodowitych Polaków.
Ważne, że to dzieło zniszczenia i terroru ze strony narodu, który mienił się "oświeconym" nadal do dziś jest elementem dyskusji naukowców i zwykłych laików, demiurgów i zwykłych pół-bożków (Schulz), gawiedzi i wyższych sfer, zwykłych ludzi i rządzących. Ale też elementem naszej gry o historię.
To od narodu, a nie od państwa - zależy - czy my ją wygramy.
Gdy państwo, dyplomacja, wszelka elita polityczna umarła - krew lała się strumieniami. Na niej rosły róże, które wmurowane w ściany kamienic na niektórych uliczkach stolicy rosną po dziś dzień.
Te róże mają swoje kolce. Tak jak boki tych róż będą nas kłuć, dopóki nie wyciągniemy z tego wniosków na przyszłość.
Może wydawać się, że nie wyciągniemy nigdy.
Tak jak wtedy władze ludowe po 1945 roku prosili uprzejmie Najwyższego Wodza aby pomógł te kolce je "wyciągnąć".