Kiedy myślę o kierowcach w USA zawsze mam przed oczami kadr z komedii romantycznych, gdzie nastoletni amant podjeżdżał swoją furą pod dziewczynę, którą zabierał na studniówkę. Sama świeżo po maturze zrobiłam w Polsce swój pierwszy kurs... jednak nie czułam się pewnie, więc dwa lata później skończyłam drugi. Dziś po prawie dziesięciu latach od podjęcia decyzji o prawie jazdy po raz pierwszy powracam na szosę!
Dlaczego tutaj, a nie w Polsce? Pierwszy powód był bardzo prosty - bo akurat tu jestem i miałam taką możliwość. Koszt egzaminu i kursu jest porównywalny do kosztów w Polsce, zatem relatywnie jest koło 4 razy taniej. Poza tym... no tak, naprawdę jest łatwiej. Podstawowa zaleta jest taka, że egzamin zdaje się na wybranym przez siebie samochodzie, a nawet podchodząc do egzaminu na automacie, otrzymujemy prawo jazdy na oba typy skrzyni biegów. Sam egzamin trwa maksymalnie dziesięć minut i naprawdę rzadko jest nieprzyjemny. Opowiem Wam moje wrażenia...
Jak się za to zabrać?
Żeby móc uczyć się jazdy, potrzebujemy pozwolenia (driver's permit). Taki dokument pozwala nam podejść do kursu w szkole jazdy oraz jeździć na własną rękę z osobą w wieku powyżej 21 lat, która posiada prawo jazdy. Pierwszy krok to zapisanie się na egzamin teoretyczny. Nauką teorii zajmujemy się na własną rękę. Na stronach instytucji, która nazywa się "Department of Motor Vehicles" znajdziemy cały podręcznik teorii jazdy. W szkołach jazdy natomiast można za symboliczne pięć dolców nabyć zestaw 50-ciu pytań, które najczęściej pojawiają się na teście. Przestudiowałam jedno i drugie w domowym zaciszu wieczór przed testem i się udało.
Przepis na pozwolenie
Potrzebujemy około 70-100 dolarów (w zależności od wieku - im starszy aplikant, tym mniej - ja byłam w ostatniej grupie) na opłatę za egzamin teoretyczny i praktyczny, wystawienie pozwolenia na jazdę itd., którą to uiszczamy przy podejściu do testu. Do tego należy przedstawić numer ubezpieczenia społecznego, co najmniej dwa dokumenty potwierdzające zamieszkiwanie stanu Nowy Jork (u mnie było to rozliczenie z pracy i wyciąg z banku), dokument tożsamości z datą urodzenia oraz wypełniony formularz aplikacyjny. Kiedy złożyłam dokumenty, zostałam zaproszona na test, który odbywał się na komputerze. 10 minut, 100% - i mogłam zapisać się na kurs!
Nauka jazdy
Nie ma co owijać w bawełnę, nauka jazdy w Nowym Jorku to żenada. Wymagane jest 6 godzin kursu teoretycznego, które zwykle robi się w cztery. Następnie student wybiera pakiet, który go interesuje, jednak nie musi - można jeździć tylko z kimś znajomym lub z rodziny, kto ma prawo jazdy. Ja wybrałam 6 lekcji jazdy (45min każda) i wypożyczenie samochodu na egzamin.
Czego nie obejmuje pozwolenie na jazdę?
Podczas nauki nie wolno:
- jeździć przez parki, tunele i mosty,
- wjeżdżać na obszary egzaminacyjne,
- poruszać się w obszarach Cross County, Hutchinson River, Saw Mill River, Taconic State w Westchester County,
- jeździć bez osoby towarzyszącej powyżej 21 roku życia, która posiada prawo jazdy.
Nie taki diabeł straszny
Egzamin praktyczny składa się z jazdy po mieście, w tym należy zaparkować równolegle i zawrócić na trzy. Manewry te nie należą do wielkiej filozofii, jeśli się je kilka razy przećwiczy. Oceniana jest także płynność jazdy i uważność aplikanta. Podczas egzaminu można stracić 30% punktów, żeby wciąż zdać. Straciłam trochę punktów, bo parkując cała się trzęsłam - dramat - i za pierwszym razem mi się nie udało. Ale na drodze było okej i punktów wystarczyło. Papier, który otrzymałam upoważnia mnie do jazdy przez 90 dni, zanim dostanę faktyczne prawo jazdy.
I co dalej... w Polsce?
Z amerykańskiego prawa jazdy w Polsce można korzystać przez sześć miesięcy, później jednak należy je nostryfikować. Żeby to uczynić, należy jedynie podejść do egzaminu teoretycznego. Praktyczny nie jest wymagany.
Photo source: https://www.pexels.com/photo/adorable-adult-animal-automotive-236452/