Co można robić w sobotę, będąc w Krakowie? Cóż, jestem pewien, że można robić bardzo wiele rzeczy, gdyż Kraków to naprawdę ciekawe miasto, posiadające wiele różnych atrakcji. Można zwiedzać Wawel, przejść się nad Wisłą bulwarami, odwiedzić Królestwo. Ale można także zobaczyć jedno z wielu mniejszych lub większych muzeów, które znajdują się w Krakowie. Jednego takiego popołudnia udało mi się zwiedzić jedno z takich muzeów, niespecjalnie mi bliskie, gdyż stanowiące tożsamościową podbudowę nie mojej uczelni. Studiowałem na AGH, więc tematy związane z Uniwersytetem Jagiellońskim nigdy nie były mi szczególnie bliskie. Uznałem, że trzeba tu coś zmienić. Odwiedziłem więc Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego, które mieści się w Collegium Maius, jednym z najstarszych i najbardziej bogatych kulturowo budynków w ramach Uniwersytetu.
Aby dostać się do muzeum, trzeba wejść najpierw na dziedziniec, gdzie po lewej stronie znajdują się kasy. Wstęp na sam dziedziniec jest wolny, nie ma tutaj żadnego problemu. Kraków ma wiele punktów, które pozwalają poczuć się jak w średniowiecznym mieście, mimo tego że dawno opuściliśmy tą epokę. Collegium Maius jest jednym z takich miejsc – gdzie zatapiając się w architekturze, można przenieść się w przeszłość. Po zakupie biletów należy udać się po schodach dostępnych na dziedzińcu, aby na pierwszym piętrze rozpocząć zwiedzanie.
Jak skonstruowane jest samo muzeum? Przechodząc przez kolejne części, takie jak biblioteka czy pokoje profesorskie, rezydencje, docieramy ostatecznie do auli, w której dalej odbywają się czasem posiedzenia oficjalne. Jest to kilka różnych pomieszczeń, udekorowanych bardzo różnymi pozostałościami, które Uniwersytetowi udało się zebrać.
Niezwykle zaciekawił mnie prototyp pierwszego „mobilnego” systemu pozwalający przewinąć pomiędzy różnymi aplikacjami. To znaczy, księgami. Przyrząd pozwala rozłożyć różne książki, i „przełączać się” między nimi, żeby móc czytać i porównywać fragmenty różnych tekstów. Roześmiałem się w duchu - okazuje się, że mijają wieki, a my dalej rozwiązujemy te same problemy. Większość pierwszej części, biblioteki, jest jednak głównie wyposażona w stare książki pozamykane niestety w szafach – można zobaczyć jedynie okładki.
Dalej przechodzimy do kilku rezydencji profesorskich, w których można znaleźć wiele bardzo różnych rzeczy. I kolejność nieprzypadkowa – rzeczy jest wiele, ale to ich różnorodność jest znacząca. Można zauważyć pewną przypadkowość łączenia różnych rzeczy – replika Szczerbca, pamiątki po powstańcach i kawałek monstrancji, i zaraz po tym talerzyki zawieszone na ścianach i pamiątki ludowe, mogą wzbudzić pewien dysonans. Sposób prezentacji w ramach muzeum przypomina niedzielne targi staroci w Krakowie – wiele różnych elementów, bardzo ładnych i pojedynczo wartościowych, natomiast nie zawsze stanowiących przemyślaną narrację.
Należy uważać też na niskie sklepienia (mam nadzieję że nie macie klaustrofobii!) oraz na alarm – nawet wyciągnięcie rąk by zrobić zdjęcie może zakończyć się nieprzyjemnym dźwiękiem i rozmową z pracownikiem muzeum. Co ciekawego można znaleźć w środku? Przyrządy takie jak astrolabium arabskie z wieloma ornamentami czy sam fakt budynku, który udało się utrzymać w dobrej formie. Można oglądać oryginalne zdobienia, okna zbudowane z wielu małych części, które wspólnie stanowią witraż, chociaż bez szczególnych obrazów na większości okien. Stanowi to ciekawe wyposażenie. Gdyby te pomieszczenia były dalej zamieszkałe, myślę, że byłyby cenione na rynku, szczególnie dla kogoś szukającego odpowiedniego klimatu.
Dopiero ostatnia sala, aula, posiada trochę przestrzeni, gdzie można odetchnąć i nie czuć się przytłoczonym.
Nasza wycieczka była krótka. Przy takiej ilości różnych rzeczy na małej przestrzeni i ciężkiej narracji trudno było wynieść coś wartościowego. Mimo wszystko jest to ciekawy punkt, szczególnie dla osób zainteresowanych tym, jak wyglądała nauka w dawnym Uniwersytecie, czy chcących zobaczyć interesujące wnętrza. W obszarze budowania narracji i przystępności wystawy dla odwiedzających… cóż, liczę że będzie dane mi odwiedzić kiedyś jeszcze raz Muzeum UJ, w odświeżonej formie.
Jeśli nie macie co robić w Krakowie, nie macie pomysłów, a jesteście w centrum, Collegium Maius może stanowić ciekawą atrakcję na wolne popołudnie.
Poprzednio
Inne posty z serii podróżniczej:
#17 Śledztwo w Leeuwenhorst - czyli jaką tajemnicę skrywa centrum konferencyjne w krainie tulipanów
#11 Alba - czyli o noworocznej wyprawie do Szkocji
W tym sezonie
Poniżej załączam listę tematów, za które chcę się zabrać. Jeżeli któryś Ci się spodobał, daj znać w komentarzu!
- ludzkość generatywna - jak to rozumiem, i czego potrzebujemy by stać się generatywni społecznie i gatunkowo
- odwrócone drzewko rozwoju - paradygmat myślenia o doskonałości
- zaległe relacje z kilku wycieczek
- recenzja Der Geist der Liturgie
- Święta Mitologia - rozwinięcie kilku poprzednich postów o cnotach i okazjach do bycia lepszym na przykładach herosów greckich. Etyka Nikomachejska jest już na półce, czeka na swoją kolej
- kontynuacja słowniczka duchowego inżyniera (czeka: barycentrum, propagacja, cybernetyka)
- teologiczna interpretacja czasoprzestrzeni i energomaterii
- szkice rozdziałów książki na bazie mojej wędrówki (tj.: zmuszenie się żebym zaczął w końcu pisać to co powinienem)
- geometria absolutu - czyli jak narysować nieskończoność (do geometrii przejdziemy pewnie po rozbudowaniu Słowniczka, pewne pojęcia mogą się przydać)