Ostrzeżenie
Nie u każdego szaleństwo rozwija się tak samo. Są osoby które przeżywają najcięższą fazę tylko raz – zwykle tydzień, dwa i już jest po sprawie. Zdarzają się przypadki nawracające – osoby co roku idą znów, szukając nowych dróg. Są też przypadki nawracająco-ciągłe, gdzie co roku na kilka tygodni pojawia się napad – każdego kolejnego roku zaczynając tam, gdzie ostatnio zakończył się epizod chorobowy. Są i przypadki najcięższe.
Dwa lata po moim epizodzie usłyszałem o małżeństwie, które wyszło z Polski, a to co wdarło się do ich umysłu, zaprowadziło ich na kraniec świata. Słyszałem opowieści o wielu takich, który po prostu wyszli z domu, i poszli. Jednak to tam, na Szlaku, spotkałem prawdziwie ekstremalne przypadki.
Pięćdziesięciopięciolatek, mąż, cukrzyk. Jego też uderzyło to samo co nas wszystkich – jednak ze względu na współwystępowanie innych chorób, wyglądało to całkiem inaczej. Insulina była mu po prostu potrzebna. Cóż więc zrobił? Zabrał ze sobą małe lodówki. Dwie. Które niósł w plecaku. Jak chciał założyć, to najpierw układał plecak na stole i przypinał do siebie, gdyż z takim ciężarem nie mógł się schylać. Zapinał wszystkie pasy i dopiero szedł. Codziennie. Z Holandii do Hiszpani. Mimo że oba kraje zaczynają się na tę samą literę, nie są obok siebie. Powalony. Jego też oplątała Sieć. Żona regularnie do niego dzwoniła, po ludzku martwiąc się o niego. On szedł. Niewzruszony.
Dalej spotykam zarażonych. Czasem jest to dość przewidywalne – tak jak pewnego środowego wieczoru Faustyna opowiadała o wędrówce, którą przeżyła tego lata wspólnie z przyjaciółką. U wspomnianej przyjaciółki, Asi, na miejscu dało się wykryć pełne przejście choroby. Rozpalone oczy, brak tchu, umysł owładnięty jedną myślą: iść. To widać. I jest to oczywiste dla kogoś, kto też to przeżył. Imperatyw, któremu nie da się oprzeć.
Czasem takie spotkania to przypadek – jak dzień, w którym spotkałem Tomasza z Warszawy. Podwoził mnie jednego wieczoru z lotniska. Od słowa do słowa… i już wiedziałem, że w nim też to jest. I chociaż spotkałem go zanim jeszcze wyruszył, wiedziałem że to zrobi. Może już to zrobił? Nie wiem. Wiem jednak, że prędzej czy później, i on ruszy na szlak.
Są też przypadki nagłe, takie jak wspominany wcześniej Jubiler Dusz. Ludzie po prostu wychodzą z domów, czasem nie planując, nie chcąc tam iść - ale po prostu idą. Sieć jest lepka. Jeżeli Cię dotknie, jesteś już jej częścią. Jeżeli Cię dotknie, nie motaj się, nie walcz – jedyna droga to droga do środka, do samego epicentrum. Jeżeli Cię dotknie, po prostu idź.
Ludzie, z uśmiechem na ustach, idą. I tak jak pan Tomasz Samołyk, wspominają to później jako najpiękniejszy dzień w życiu.
Ta sieć, która splata się przy samym prawie Oceanie, ciągnie się przez niezmierzone obszary i rozrosła się tak że sięga mroźne krańce Europy, przechodzi przez sam jej środek i ściąga ludzi w jedno miejsce. Wygląda jakby coś wczepiło się w kontynent, i pożerało go powoli. Co więcej, sieć rozrosła się na tyle że przyciąga ludzi spoza Starego Kontynentu. Ci przemierzają morza i Oceany – tylko po to, by móc iść. Zbadałeś się już?
Jaka jest skala? W sezonie – kilkanaście tysięcy osób. Poza corocznym sezonem, potrafi być to klika tysięcy osób dziennie. Najlepiej jest zimą, kiedy liczby spadają do kilku, kilkunastu osób. Ach, zapomniałbym – to są statystyki dzienne. Dziennie kilkanaście tysięcy osób. Nie licząc tych, który jeszcze nie dotarli. Nie licząc tych, którzy przeżywają tegoroczny epizod gdzieś w oddali, i dotrą na miejsce za kilka lat.
Opowiem Ci więc o tej przeklętej sieci, która wysysa energię z każdego, kto zostanie przez nią dotknięty. Która wymaga od każdego poświęceń. Która żąda ofiar. Opowiem Ci to, co wiem.. Podzielę się z Tobą wirusem. Nie będzie to nic, poza tym co przeżyłem. Do Ciebie należy stwierdzić, co chcesz z tym zrobić. Nie wiem, czy i Ciebie nie dotknie Sieć. Czuj się ostrzeżony. Gotowy? Chodźmy więc.
Poprzednio
Rozdziały:
#26 Tam gdzie diabeł mówi "Szczęść Boże" - Rozdział 1