Jednak się udało, wczoraj około dwudziestej-pierwszej wyklarowało się, że w związku z wykruszeniem się kierowcy i zmianą planów z Zakopanego na Gorce mogę dołączyć do grupy, zdjęcia niedługo.
Nasza trójka Kate, Przemek i ja pokonała około 35 km pomiędzy 8:30 - 20 wchodząc na Turbacz spod Rabki i wracając inną trasą.
Dodatkowa zaleta - dowiedziałem się, że rosną tam bardzo magiczne grzyby (nie było czasu zbierać).
Okazało się też, że mam względnie porządne buty górskie/zimowe, mama przypomniała, że są w pudełku na szafce (ekipa nie chciała mnie zabrać do Zakopca bez takowych).
Ból nóg jest satysfakcjonujący a towarzystwo było bardzo miłe.
Śpiewanie Shakin'Dudi w schronisku bezcenne